STRACH
Pani mówiła, że przyjdą
na ulicę Najdłuższych Kolejek -
z otworami zamiast uszu, nosów,
będą patrzeć w nasze otwory,
będą dziwić się naszym palcom,
naszym zębom, paznokciom, włosom...
Była wtedy ogromna i czarna -
unosiła połamane ręce
aż w pochmurność siwiejących kłaków,
otwierała usta by nas połknąć -
stadko wróbli zastygłe w pół lotu
nad tabliczką mnożenia bytów.
2002
STRACHPani mówiła, że przyjdą
na ulicę Najdłuższych Kolejek -
z otworami zamiast uszu, nosów,
będą patrzeć w nasze otwory,
będą dziwić się naszym palcom,
naszym zębom, paznokciom, włosom...Była wtedy ogromna i czarna -
unosiła połamane ręce
aż w pochmurność siwiejących kłaków,
otwierała usta by nas połknąć -
stadko wróbli zastygłe w pół lotu
nad tabliczką mnożenia bytów.
a_r
| nad tabliczką mnożenia bytów.Śliczności :) Misie styczniowe.
Kot Behemot Miau
Z całym szacunkiem, ale czy można prosić o szczyptę szczegółów? Skąd ten
zachwyt? Co ci się tak podoba?
Podziel się z nami, tym czego być może ja nie umiem docenić.
STRACH
Będzie o baniu się? O jego powodach? A może o tym,
jak to się robi: bać się? Kto się boi?
Pani mówiła, że przyjdą
na ulicę Najdłuższych Kolejek -
Czas przeszły, leksyka wczesno-szkolna: "pani mówiła".
Więc wspomnienie; peel[a] opowiada, jak _było_.
Zapamiętajmy, bo potrzebne przy "skoku" między pierwszą
a drugą zwrotką.
Ulica Najdłuższych Kolejek też dopomina się
wytłumaczenia. Dasz radę? ;)
z otworami zamiast uszu, nosów,
Obcy, prawda? Inni, dziwaczni, przerażający (zaczynamy
się bać). Ale, samo to -- to jeszcze mało, bo może nas
[peela, zbiorowego (zbiorowość użyta jako znak wspólnoty
odczuć: dzieci, bywa, inaczej się boją w grupie, gdy
strach -- i inne uczucia też -- amplifikują się
pewnością współdzielenia, a inaczej -- jednostkowo)];
więc może nas nie zauważą, może jesteśmy mimo wszystko
bezpieczni? Może wystarczy omijać ulicę Najdłuższych
Kolejek? Nie:
będą patrzeć w nasze otwory,
będą dziwić się naszym palcom,
naszym zębom, paznokciom, włosom...
...nie ma tak dobrze. Czeka nas próba: przypatrzą się nam
uważnie, zakwestionują naszą naturalność i oczywistość,
a dotąd byliśmy sami dla siebie -- tak oczywiści.
(Jak Ci idzie z ulicą Najdłuższych Kolejek? Może chodzi
o ...objazdowy punkt medyczny? Szczepienia i badania
powszechne? Ale nie jest powiedziane, że tak: czytelnik
ma wolną rękę.)
I teraz klucz, ten właściwy powód, dla którego "śliczności".
Strach, jego powód (Obcy i podejrzenie, że my, dzieci, też
należymy do jakiegoś gatanku Obcych) -- zostały zarysowane,
nazwane, uzasadnione. I co robi Marta? Drąży dalej? Nie,
pokazuje, jak ten strach wciela się w 'panią'. Na dwóch
planach naraz.
Była wtedy ogromna i czarna -
Była "wtedy". Wtedy, gdy mówiła, karmiąc dziecinną
wyobraźnię obrazami i przeczuciami rzeczy strasznych.
I 'wtedy' drugim, wtedy -- w dzieciństwie. Peel[a]
jest już dorosły[a], a jednak. jednak ten dreszcz
wraca z całą siłą. I popatrz, że nie jest to czcza
deklaracja, to nie zwrot deklaratywny 'aleśmy się
wówczas bali'. Nie, obraz strachu jest plastyczny,
jest _obrazem_ właśnie, wciągającym: boimy się jeszcze
i dziś.
unosiła połamane ręce
aż w pochmurność siwiejących kłaków,
otwierała usta by nas połknąć -
Brrr. Ale (pytanie oczywiste) -- dlaczego właściwie
jeszcze i dziś peel[a] się boi? I równie oczywista
odpowiedź: bo ten obraz Wiedźmy-Wieszczącej, to
Oznajmienie, nabiera dla dorosłego nowych znaczeń,
nowych lęków (choć, w istocie, to ten sam lęk, który
obrósł już pękiem skojarzeń).
(Jak tam Najdłuższe Kolejki? Może to metafora życia
wewogle? Jak myślisz?)
stadko wróbli zastygłe w pół lotu
nad tabliczką mnożenia bytów.
Tego nie mówi już dziecko. To mówi dzisiejszy[a],
dorosły[a] peel[a]. Równie przerażony, ale potrafiący
-- nazywać. I nazywa. I celnie nazywa, świetnym skrótem,
który -- jak przęsło -- łączy dosłowność szkolnej
tabliczki mnożenia z dorośle odczuwanym przeczuciem
Obcości, przeczuciem odrębności własnego, kruchego Bytu
od Bytów innych, od świata.
---
I to przejście, ten skok między pierwszą a drugą zwrotką/perspektywą,
jest mistrzowski. Stąd zachwyty. (No, co z ulicą? ;)
a_r
Użytkownik "Marta Jermaczek":
STRACHPani mówiła, że przyjdą (...)
dendryt
Marta Jermaczek:
| STRACH
Śliczności :) Misie styczniowe.
Kot Behemot:| Z całym szacunkiem, ale czy można prosić o szczyptę szczegółów? Skąd ten
| zachwyt? Co ci się tak podoba?
| Podziel się z nami, tym czego być może ja nie umiem docenić.No to przeczytajmy to naiwnie. Bez sięgania w drugie dna
czy takie-tam. Po prostu.STRACH
Będzie o baniu się? O jego powodach? A może o tym,
jak to się robi: bać się? Kto się boi?
Pani mówiła, że przyjdą
na ulicę Najdłuższych Kolejek -Czas przeszły, leksyka wczesno-szkolna: "pani mówiła".
Więc wspomnienie; peel[a] opowiada, jak _było_.
Zapamiętajmy, bo potrzebne przy "skoku" między pierwszą
a drugą zwrotką.
Ulica Najdłuższych Kolejek też dopomina się
wytłumaczenia. Dasz radę? ;)
z otworami zamiast uszu, nosów,Obcy, prawda? Inni, dziwaczni, przerażający (zaczynamy
się bać). Ale, samo to -- to jeszcze mało, bo może nas
[peela, zbiorowego (zbiorowość użyta jako znak wspólnoty
odczuć: dzieci, bywa, inaczej się boją w grupie, gdy
strach -- i inne uczucia też -- amplifikują się
pewnością współdzielenia, a inaczej -- jednostkowo)];
więc może nas nie zauważą, może jesteśmy mimo wszystko
bezpieczni? Może wystarczy omijać ulicę Najdłuższych
Kolejek? Nie:
będą patrzeć w nasze otwory,
będą dziwić się naszym palcom,
naszym zębom, paznokciom, włosom......nie ma tak dobrze. Czeka nas próba: przypatrzą się nam
uważnie, zakwestionują naszą naturalność i oczywistość,
a dotąd byliśmy sami dla siebie -- tak oczywiści.
(Jak Ci idzie z ulicą Najdłuższych Kolejek? Może chodzi
o ...objazdowy punkt medyczny? Szczepienia i badania
powszechne? Ale nie jest powiedziane, że tak: czytelnik
ma wolną rękę.)
I teraz klucz, ten właściwy powód, dla którego "śliczności".
Strach, jego powód (Obcy i podejrzenie, że my, dzieci, też
należymy do jakiegoś gatanku Obcych) -- zostały zarysowane,
nazwane, uzasadnione. I co robi Marta? Drąży dalej? Nie,
pokazuje, jak ten strach wciela się w 'panią'. Na dwóch
planach naraz.
Wiersz mnie nie zachwycił, choć po twoich wyjaśnieniach spojrzałem na
niego trochę
przychylniej. Osobiście jednak wole poezję bardziej nośną, mniej
zagmatwaną, bardziej
obrazową.
Pozdrawiam Kot Behemot Miauuuu
STRACHPani mówiła, że przyjdą
na ulicę Najdłuższych Kolejek -
z otworami zamiast uszu, nosów,
będą patrzeć w nasze otwory,
będą dziwić się naszym palcom,
naszym zębom, paznokciom, włosom...Była wtedy ogromna i czarna -
unosiła połamane ręce
aż w pochmurność siwiejących kłaków,
otwierała usta by nas połknąć -
stadko wróbli zastygłe w pół lotu
nad tabliczką mnożenia bytów.
Podoba mi się niesamowicie, szczególnie za:
- obraz pani, czarnej, ogromnej, z siwiejącymi kłakami - nawet jeśli
była w rzeczywistości drobną blondynką przed trzydziestką -
niefiltrowany przez późniejszą wiedzę, tylko naprawdę odtworzony z
tamtej emocji;
- ogromny potencjał zestawienia : otworów zamiast/ patrzenia w nasze
otwory; jest w tym przerażenie obcością, przekonanie o ciekawości tego
Obcego, o jego szukaniu podobieństw i różnic i masa innych możliwości;
- "tabliczkę mnożenia bytów", w której zakodowany jest i wiek, i lęk,
i wyobraźnia pozwalająca mnożyć byty nieistniejące, których
zaistnienia nikt dorosły by nie przewidział; powiedziane z dorosłej
perspektywy, ale nijak nie pogardliwe;
- obrazowość tak sugestywną, że odczuwam leciutki niepokój, gdzie też
jest Ulica Najdłuższych Kolejek i czy Oni się tam nie wybierają znowu;
- wiarygodność chwaloną już na początku, czyli
generalnie za wrażenie, że udostępniłaś swoje obecne umiejętności
językowe dziecku, które ich nie miało, a czuło dokładnie to, co Ty
dziś powiedziałaś - w efekcie czytelnik dostał zwerbalizowany wgląd w
niewerbalizowalne emocje - swoje niegdyś, swoich dzieci obecnie;
cholera wie, co ta pani naprawdę mówiła i zupełnie to nieważne: liczy
się, co wróbelki słyszały.
g.
Kot Behemot :
"pani mowiła" to niekoniecznie wspomnienie odległe,
tak dzieci mówią,
gdy po przyjściu ze szkoły opowiadają rodzicom
wydarzenia teraźnejsze.
Bardzo enigmatyczne, ale czy mozna to uznać, za środek
wyrazu budujacy emocje lub refleksje?
Zwróć uwagę, że "pani" pisane jest mała literą.
Dlaczego?
Pani mówiła, że przyjdą
g.
Użytkownik "Grażyna Leśniak" :
Zirytowałeś mnie. (...)
dendryt
[...]
Osobiście jednak wole poezję bardziej nośną, mniej
zagmatwaną, bardziej obrazową.
Zagmatwanie: w skali bezwględnej (ogółu wierszy) -- zero.
Wśród innych wierszy Marty [dodajmy: _ostatnich_] wyróżnia
się właśnie prostotą. Nic tu nie jest wykuglowane, wymyślone,
szaradziaste. Liniowa narracja węźląca czytelnika w kolejnych,
wprost po sobie następujących obrazach-metaforach pierwszej
czystości.
Obrazowość: jeśli dla Kota 'Strach' nie jest obrazowy,
to nie mamy o czym mówić -- Kot jest z Marsa.
a_r
Zagmatwanie: w skali bezwględnej (ogółu wierszy) -- zero.
Wśród innych wierszy Marty [dodajmy: _ostatnich_] wyróżnia
się właśnie prostotą. Nic tu nie jest wykuglowane, wymyślone,
szaradziaste. Liniowa narracja węźląca czytelnika w kolejnych,
wprost po sobie następujących obrazach-metaforach pierwszej
czystości.Obrazowość: jeśli dla Kota 'Strach' nie jest obrazowy,
to nie mamy o czym mówić -- Kot jest z Marsa.
g.
Otóż to. Otóż to. Perełka wśród ostatnich wierszy Marty.
OK. Kota zirytowalim, Martę zirytowalim, Was zirytowalim (bo się Wam
Marty ostatnie podobają) [...]
a_r
STRACH
T.
Otóż to. Otóż to. Perełka wśród ostatnich wierszy Marty.
OK. Kota zirytowalim, Martę zirytowalim, Was zirytowalim (bo się Wam
Marty ostatnie podobają),
T.
STRACH
Pani mówiła, że przyjdą
na ulicę Najdłuższych Kolejek -
z otworami zamiast uszu, nosów,
będą patrzeć w nasze otwory,
będą dziwić się naszym palcom,
naszym zębom, paznokciom, włosom...Była wtedy ogromna i czarna -
unosiła połamane ręce
aż w pochmurność siwiejących kłaków,
otwierała usta by nas połknąć -
stadko wróbli zastygłe w pół lotu
nad tabliczką mnożenia bytów.2002
Kot Behemot:
| Podziel się z nami, tym czego być może ja nie umiem docenić.
No to przeczytajmy to naiwnie. Bez sięgania w drugie dna
czy takie-tam. Po prostu.I teraz klucz, ten właściwy powód, dla którego "śliczności".
Strach, jego powód (Obcy i podejrzenie, że my, dzieci, też
należymy do jakiegoś gatanku Obcych) -- zostały zarysowane,
nazwane, uzasadnione. I co robi Marta? Drąży dalej? Nie,
pokazuje, jak ten strach wciela się w 'panią'. Na dwóch
planach naraz.
Użytkownik "Marta Jermaczek":
| STRACH
| Pani mówiła, że przyjdą (...)
Sympatyczna potworeska. Coś w stylu "Munch - dzieciom".
To wcale nie matma, prawda? Bo najgożej to było na religii.
STRACH
Pani mówiła, że przyjdą
na ulicę Najdłuższych Kolejek -
z otworami zamiast uszu, nosów,
będą patrzeć w nasze otwory,
będą dziwić się naszym palcom,
naszym zębom, paznokciom, włosom...Była wtedy ogromna i czarna -
unosiła połamane ręce
aż w pochmurność siwiejących kłaków,
otwierała usta by nas połknąć -
stadko wróbli zastygłe w pół lotu
nad tabliczką mnożenia bytów.2002
(trafiona interpretacja z odwołaniem do dzieciństwa pl)
nie jest go jednak w stanie, "przekazać" u dorosłemu czytelnikowi.
Powód?
"...przyjdą
z otworami zamiast uszu, nosów"
- wybacz, wywołało na wstępie
odrobinę tandetne skojarzenia.
Takie potworki straszaki.
Otwory zamiast nosów, ust
- wydaje się znajome i oklepane
i już nie straszne.
W sumie to najgorszy moment
Twego wiersza.
Druga zwrotka (bez pierwszej)
budzi niepokój, owszem.
I tu przechodzimy na tak:
"na ulicę Najdłuższych Kolejek"
- to mocny element. To on spowodował
że wróciłem.
Skojarzenie - obrazki z kronik filmowych,
powieści, opowiadań:
ludzie czekający grzecznie w kolejkach
(tłumach) przy rampach kolejowych,
czekający na transport do.......
Wtedy inna optyka i palce, i zęby, i włosy
wszystko pasuje.Połamane ręce kogoś
kto przeczuwał, wiedział - pewnie
budził przerażenie - otwierał usta ...
Wiem, że nie trafione.
Właśnie z powodu tych uszu,
(jeszcze dało by się uzasadnić
- nie słyszeć krzyków) ale nosy?
W sumie nieprzekonany
pozdrawia
p
STRACH
Pani mówiła, że przyjdą
na ulicę Najdłuższych Kolejek -
z otworami zamiast uszu, nosów,
będą patrzeć w nasze otwory,
będą dziwić się naszym palcom,
naszym zębom, paznokciom, włosom...Była wtedy ogromna i czarna -
unosiła połamane ręce
aż w pochmurność siwiejących kłaków,
otwierała usta by nas połknąć -
stadko wróbli zastygłe w pół lotu
nad tabliczką mnożenia bytów.2002
(trafiona interpretacja z odwołaniem do dzieciństwa pl)
nie jest go jednak w stanie, "przekazać" u dorosłemu czytelnikowi.
Powód?
"...przyjdą
z otworami zamiast uszu, nosów"
- wybacz, wywołało na wstępie
odrobinę tandetne skojarzenia.
Takie potworki straszaki.
Otwory zamiast nosów, ust
- wydaje się znajome i oklepane
i już nie straszne.
W sumie to najgorszy moment
Twego wiersza.
Druga zwrotka (bez pierwszej)
budzi niepokój, owszem.
I tu przechodzimy na tak:
"na ulicę Najdłuższych Kolejek"
- to mocny element. To on spowodował
że wróciłem.
Skojarzenie - obrazki z kronik filmowych,
powieści, opowiadań:
ludzie czekający grzecznie w kolejkach
(tłumach) przy rampach kolejowych,
czekający na transport do.......
Wtedy inna optyka i palce, i zęby, i włosy
wszystko pasuje.Połamane ręce kogoś
kto przeczuwał, wiedział - pewnie
budził przerażenie - otwierał usta ...
Wiem, że nie trafione.
Właśnie z powodu tych uszu,
(jeszcze dało by się uzasadnić
- nie słyszeć krzyków) ale nosy?
W sumie nieprzekonany
pozdrawia
p
STRACH
Pani mówiła, że przyjdą
na ulicę Najdłuższych Kolejek -
z otworami zamiast uszu, nosów,
będą patrzeć w nasze otwory,
będą dziwić się naszym palcom,
naszym zębom, paznokciom, włosom...Była wtedy ogromna i czarna -
unosiła połamane ręce
aż w pochmurność siwiejących kłaków,
otwierała usta by nas połknąć -
stadko wróbli zastygłe w pół lotu
nad tabliczką mnożenia bytów.Marta Jermaczek
2002
STRACH dziecinny i spojrzenie dziecka, to
jeden z najwdzieczniejszych wątkow w poezji.
Jestesmy (czytelnicy) wraz z dziecmi
na "ulicy Najdluzszych Kolejek" czyli
w przedszkolu, a moze w pierwszej klasie.
(Dlugie kolejki sa marzeniem raczej
chlopcow niz dziewczynek, ale i dziewczynkom
tak wlasnie moze sie kojarzyc przedszkole,
nawet gdy na kolejkach im nie zalezy).
"Najdluzsze Kolejki" sa swietne. "Ulica"
niescalona, nieuzasadniona. Nasuwaja sie:
Poczekalnia Dworca Najdluzszych Kolejek,
ale nie wiem (no i trzeba to zmiescic
w ramach ram, dlugosci linijek).
Z odleglosci lat, i w poezji, wolno byc
troche niedokladnym, nawet niekonsekwentnym.
Druga czesc wiersza kojarzy sie ze szkola.
"Pani" zapowiedziala sprawdzian lekarski.
Przekazala to dzieciom w zwyklym jezyku, ale
zwykly jezyk to jezyk doroslych, stworow z obcego
swiata. Wiec dzieci, przynajmniej niektore, sa
przejete, a nawet przestraszone, na ogol niegroznie,
oswiadczeniem Pani.
"... w nasze otwory" jest wada wiersza, ktora warto
naprawic. Straszace, nieprzyjemne, odpychajace
"Otwory" maja dorosli, a dzieci, dla dzieci,
maja po prostu usta, nosy, uszy... Czyli
"... w nasze otwory" jest sztuczne w wierszu, razi.
Niszczy logikę.
Ladna dwuczesciowa kompozycja. Ze zmiana jezyka
w drugiej zwrotce/czesci. Ladny obraz "Pani".
"Polamane" kojarzy sie z "zalamywaniem rak",
co zmiekcza drastycznosc zwrotu. Od strony obrazu
jest swietny.
Zakonczenie, jak to w wielu wierszach, jest
slabe -- wyswiechtane, bo nie uzasadnione
utworem, dane jest jakby inercyjnie, z obowiazku.
Klopot zaczyna sie od nieciekawego "zastygle
w pol lotu". O ile jest tak na poziomie podstawowym
-- dzieci zastygly -- to jest zle na poziomie
doslownym, symbolu, bo wrobelki w locie nie
zastygaja, a juz na pewno nie stadko. Wreszcie
ostatnie slowo: bytow, jest wstawione z potrzeby
wstawienia czegos wznioslego na koniec. Trafilo sie,
jak zwykle, cos, co brzmi wyswiechtanie -- mamy
w utworze gromadke dzieci, ale nie byly rozroznione.
Ani nie bylo w utworze rozwarstwienia w czasie.
Mamy w nim pojedynczy epizod (i bardzo dobrze)!
Czyli na poziomie podstawowym liczba mnoga jest
nie ma tu nic do roboty. (Na poziomie doslownym, symbolu,
jest w porzadku, bo tabliczka przemnaza wiele rzeczy).
-Przede wszystkim- pisanie o bycie po przedstawieniu
pojedynczego epizodu bez wiekszych konsekwencji
dlugoterminowych itp., jest nieuzasadnione, psuje
charakter wiersza, rozbija go, odbierajac mu urok.
Jest NIE NA TEMAT.
Poza usunieciu wymienionych dwoch wad -- "otwory"
w odniesieniu do dzieci oraz zakonczenie -- utwor
ma potencjal byc bardzo dobrym, uroczym wierszem.
Na rec.arts.poems pewni autorzy zastrzegali sie
przed wierszem, dajac notke "wersja wstepna" (draft).
Czasem byly juz w dojrzalej formie. W danym wypadku,
jezeli Marcie zalezy na poezji (a nie tylko na poklasku),
to uraduje nas udoskonaloną prezentacją.
Warto go silniej scalic. "Stadko wrobli" jest dobre,
naturalne (choc ograne), ale nieco izolowane.
Przesadne doszukiwanie sie i wstawianie wielu den jest
czestym, snobistycznym i dennym blefem na php, ktore
to doszukiwanie i wstawianie i blefowanie im
dluzsze, tym bardziej oddala od poezji, az sladu nie zostaje.
Szkoda tego utworu na takie glupstwa. Ani nie ma co
wstawiac w niego science fiction, ani "glebokich filozofii",
bo ten uroczy i obrazowy utwor nie wytrzyma takiego
obciazenia.
-- Wlodek
PS. Autorka w innym liscie komentuje:
Wtedy szkola byla bezksztaltna, jednolita plama bez podzialu na
przedmioty, a religii uczyl wielki, czarny ksiadz w salkach
katechetycznych. A szkola byla malutka, wiejska, dzieci glównie
pegeerowskie, czyli prawie wszystkie takie same. Zas pani - pani miala
rok do emerytury, niemieckie nazwisko i sklonnosc do wyrzucania przez
okno tornistrów, które za bardzo wystawaly z wzorowego szeregu lawek.
Ma material na częsc 2.
Użytkownik "Marta Jermaczek"...
| STRACH
faktycznie zero obrazów w tym wierszu "nic nie widzę, nic nie widzę".
Nie mogę się nadziwić pewnym sprzecznościom, ale ok... zapomnijmy o tym.
Nie ma w tym wierszu skonkretyzowanego obiektu strachu,
ponieważ nie jest nazwane, ale przecież nie musi, bo chodzi
przecież o sam fakt jego istnienia.
Ulica Najdłuższych Kolejek? Ulica z największą ilością ludzi (bytów)
choć nie jedynych jak się okazuje. "Istnieć" to znaczy "być postrzeganym"
w tym przypadku na ulicy Najdłuższych Kolejek. Jest to pewne odwołanie,
ale prawdziwe, ponieważ gdybyśmy nie byli postrzegani to byśmy nie
istnieli.
I tak się kółko zamyka, my obserwujemy ich, oni nas może w sposób bardziej
przenikliwy w związku z powyższym tekstem. I ta przenikliwość
budzi w nas strach. A to wszystko budzi we mnie zainteresowanie
i podobanie (niech tak zostanie).
Marta Jermaczek...
| STRACH
Nic mądrego nie napiszę, Psze. Po pierwsze - chyba trudno po
Przedmówcach. Po drugie: nie nadaję się. Tu i teraz szczególnie. A
z samego czytania.
Grażyna Leśniak:
Marta Jermaczek :
| STRACHCud. Cudboski i cud pamięci.
Cud pamięci stąd, że dorosły p.l. tak doskonale zapamiętał tamte
emocje. Cudboski, że dorosły p.l., który już wszystko rozumie i wie:
kto miał przyjść, dokąd i czy to w ogóle była prawda, zdołał się
powstrzymać przed powiedzeniem tego czytelnikowi. To właściwie
cudboski autorski, że autor nie stanął na wysokościach i nie
przekonuje czytelnika: zobacz, jakie wtedy dzieci były naiwne.
Podoba mi się niesamowicie, szczególnie za:
- obraz pani, czarnej, ogromnej, z siwiejącymi kłakami - nawet jeśli
była w rzeczywistości drobną blondynką przed trzydziestką -
niefiltrowany przez późniejszą wiedzę, tylko naprawdę odtworzony z
tamtej emocji;
(...)
- wiarygodność chwaloną już na początku, czyli
generalnie za wrażenie, że udostępniłaś swoje obecne umiejętności
językowe dziecku, które ich nie miało, a czuło dokładnie to, co Ty
dziś powiedziałaś - w efekcie czytelnik dostał zwerbalizowany wgląd w
niewerbalizowalne emocje - swoje niegdyś, swoich dzieci obecnie;
cholera wie, co ta pani naprawdę mówiła i zupełnie to nieważne: liczy
się, co wróbelki słyszały.
Grażyna:
a_r :
| Zagmatwanie: w skali bezwględnej (ogółu wierszy) -- zero.
| Wśród innych wierszy Marty [dodajmy: _ostatnich_] wyróżnia
| się właśnie prostotą.
Otóż to. Otóż to. Perełka wśród ostatnich wierszy Marty.
(...) Martę zirytowalim,
[...]
| Użytkownik "Marta Jermaczek":
dzieci głównie pegeerowskie, czyli prawie wszystkie takie same.
Tomaszek :
Grażyna Leśniak :
| Otóż to. Otóż to. Perełka wśród ostatnich wierszy Marty.
| OK. Kota zirytowalim, Martę zirytowalim, Was zirytowalim (bo się
Wam
| Marty ostatnie podobają),
Jesteś w wielkim błędzie co do tych Najostatniejszych.
Jeśli a) to już nie jestem; jeśli b), to czekam niecierpliwie, żeby
się przekonać, że jestem; jeśli c) to nie jestem i nie zgodzę się, że
jestem. I nie uzasadnię.
g.
| Pani mówiła, że przyjdą
| na ulicę Najdłuższych Kolejek -
| z otworami zamiast uszu, nosów,
| będą patrzeć w nasze otwory,
| będą dziwić się naszym palcom,
| naszym zębom, paznokciom, włosom...| Była wtedy ogromna i czarna -
| unosiła połamane ręce
| aż w pochmurność siwiejących kłaków,
| otwierała usta by nas połknąć -
| stadko wróbli zastygłe w pół lotu
| nad tabliczką mnożenia bytów.
"Najdluzsze Kolejki" sa swietne. "Ulica"
niescalona, nieuzasadniona.
"... w nasze otwory" jest wada wiersza, ktora warto
naprawic. Straszace, nieprzyjemne, odpychajace
"Otwory" maja dorosli, a dzieci, dla dzieci,
maja po prostu usta, nosy, uszy... Czyli
"... w nasze otwory" jest sztuczne w wierszu, razi.
Niszczy logikę.
Zakonczenie, jak to w wielu wierszach, jest
slabe -- wyswiechtane, bo nie uzasadnione
utworem, dane jest jakby inercyjnie, z obowiazku.
Klopot zaczyna sie od nieciekawego "zastygle
w pol lotu". O ile jest tak na poziomie podstawowym
-- dzieci zastygly -- to jest zle na poziomie
doslownym, symbolu, bo wrobelki w locie nie
zastygaja, a juz na pewno nie stadko.
Wreszcie
ostatnie slowo: bytow, jest wstawione z potrzeby
wstawienia czegos wznioslego na koniec. Trafilo sie,
jak zwykle, cos, co brzmi wyswiechtanie -- mamy
w utworze gromadke dzieci, ale nie byly rozroznione.
Ani nie bylo w utworze rozwarstwienia w czasie.
Mamy w nim pojedynczy epizod (i bardzo dobrze)!
Czyli na poziomie podstawowym liczba mnoga jest
nie ma tu nic do roboty.
-Przede wszystkim- pisanie o bycie po przedstawieniu
pojedynczego epizodu bez wiekszych konsekwencji
dlugoterminowych itp., jest nieuzasadnione, psuje
charakter wiersza, rozbija go, odbierajac mu urok.
Jest NIE NA TEMAT.
Bezpodstawne czepianie się. "Konsekwencje długoterminowe" to chociażby
to, że po latach ktoś opisuje taki epizod. A pisanie o bycie, gdy się
przeżywa rozterkę ontologiczną, jest jedynym logicznym uzasadnieniem.
Co Ci się spodobało, skoro chcesz skłonić autorkę do usunięcia
najważniejszych elementów? Ma zostać "uroczy wiersz"...o strachu???
g.
g.
Przyjaciel :
[...]
(trafiona interpretacja z odwołaniem do dzieciństwa pl)
nie jest go jednak w stanie, "przekazać" u dorosłemu czytelnikowi.
Powód?
"...przyjdą
z otworami zamiast uszu, nosów"
- wybacz, wywołało na wstępie
odrobinę tandetne skojarzenia.
Takie potworki straszaki.
Otwory zamiast nosów, ust
- wydaje się znajome i oklepane
i już nie straszne.
A gdyby Ci się przyśniło, że to Ty nie masz nosa, nie masz ust?
Gdybyś we śnie zobaczył i uwierzył? Nie byłoby straszne?
Gdybyś zobaczył, jak COŚ włazi w Twoje otwory? Coś takiego bez ust i
nosa? I dotykałoby Cię badawczo? Oklepane i niestraszne?
Wiesz, że małe dzieci odrzucają inne dzieci o zniekształconych
ciałach? Że kurowane na nowotwory trudno przekonać, że wychodzące
włosy nie są początkiem Przemiany w Potwora?
Uwierz autorce, że to dzieci słuchają i słyszą - nie Ty, dorosły i
opatrzony z "potworkami". Czego się bałeś w dzieciństwie? Pamiętasz?
g.
Wlodzimierz Holsztynski:| Pani mówiła, że przyjdą
| na ulicę Najdłuższych Kolejek -
| z otworami zamiast uszu, nosów,
| będą patrzeć w nasze otwory,
| będą dziwić się naszym palcom,
| naszym zębom, paznokciom, włosom...| Była wtedy ogromna i czarna -
| unosiła połamane ręce
| aż w pochmurność siwiejących kłaków,
| otwierała usta by nas połknąć -
| stadko wróbli zastygłe w pół lotu
| nad tabliczką mnożenia bytów.| Marta Jermaczek
| 2002
| "Najdluzsze Kolejki" sa swietne. "Ulica"
| niescalona, nieuzasadniona.To pani mówiła, jej się trzeba czepiać za niescalenie.
| "... w nasze otwory" jest wada wiersza, ktora warto
| naprawic. Straszace, nieprzyjemne, odpychajaceSpójrz na tytuł.
| "Otwory" maja dorosli, a dzieci, dla dzieci,
| maja po prostu usta, nosy, uszy... Czyli
| "... w nasze otwory" jest sztuczne w wierszu, razi.
| Niszczy logikę.Buduje logikę.
Pani powiedziała, że ci, co przyjdą będą mieli "otwory
zamiast...". Skojarzenie, że "my" też je mamy, tylko inaczej
niż "oni" jest bardzo silnym punktem wiersza. To, że
zainteresują się naszą innością dokładnie tak, jak my ich
- też w pełni logiczne i naturalne.
| Zakonczenie, jak to w wielu wierszach, jest
| slabe -- wyswiechtane, bo nie uzasadnione
| utworem, dane jest jakby inercyjnie, z obowiazku.
| Klopot zaczyna sie od nieciekawego "zastygle
| w pol lotu". O ile jest tak na poziomie podstawowym
| -- dzieci zastygly -- to jest zle na poziomie
| doslownym, symbolu, bo wrobelki w locie nie
| zastygaja, a juz na pewno nie stadko.A tego, jak Chińczycy wróble wytępili strachem nie pamiętasz?
| Wreszcie
| ostatnie slowo: bytow, jest wstawione z potrzeby
| wstawienia czegos wznioslego na koniec. Trafilo sie,
| jak zwykle, cos, co brzmi wyswiechtanie -- mamy
| w utworze gromadke dzieci, ale nie byly rozroznione.
| Ani nie bylo w utworze rozwarstwienia w czasie.
| Mamy w nim pojedynczy epizod (i bardzo dobrze)!
| Czyli na poziomie podstawowym liczba mnoga jest
| nie ma tu nic do roboty.Jest całkowicie uzasadniona dwojakimi bytami w wierszu:
"my" i "oni". To nie jest liczba mnoga?
| -Przede wszystkim- pisanie o bycie po przedstawieniu
| pojedynczego epizodu bez wiekszych konsekwencji
| dlugoterminowych itp., jest nieuzasadnione, psuje
| charakter wiersza, rozbija go, odbierajac mu urok.
| Jest NIE NA TEMAT.
[...]Bezpodstawne czepianie się.
"Konsekwencje długoterminowe" to chociażby
to, że po latach ktoś opisuje taki epizod.
A pisanie o bycie, gdy się
przeżywa rozterkę ontologiczną, jest jedynym
logicznym uzasadnieniem.
Co Ci się spodobało, skoro chcesz skłonić
autorkę do usunięcia najważniejszych elementów?
Ma zostać "uroczy wiersz"...o strachu???
Grazyno, nie chce mi sie tak "dyskutowac".
Jezeli nie chcesz moich odpowiedzi, to pisz tak
dalej. Ja tak sie bawic nie bede, a klac na Ciebie
nie chce.
g.g.
Wlodek
Wlodek
(a co ja, gorszy? :-)
Użytkownik "Marta Jermaczek"...
| STRACH
Druga zwrotka (bez pierwszej)
budzi niepokój, owszem.
I tu przechodzimy na tak:
"na ulicę Najdłuższych Kolejek"
- to mocny element. To on spowodował
że wróciłem.
Skojarzenie - obrazki z kronik filmowych,
powieści, opowiadań:
ludzie czekający grzecznie w kolejkach
(tłumach) przy rampach kolejowych,
czekający na transport do.......
Wtedy inna optyka i palce, i zęby, i włosy
wszystko pasuje.Połamane ręce kogoś
kto przeczuwał, wiedział - pewnie
budził przerażenie - otwierał usta ...
STRACHPani mówiła, że przyjdą
na ulicę Najdłuższych Kolejek -
z otworami zamiast uszu, nosów,
będą patrzeć w nasze otwory,
będą dziwić się naszym palcom,
naszym zębom, paznokciom, włosom...
Była wtedy ogromna i czarna -
unosiła połamane ręce
aż w pochmurność siwiejących kłaków,
otwierała usta by nas połknąć -
stadko wróbli zastygłe w pół lotu
nad tabliczką mnożenia bytów.2002
a.
| "... w nasze otwory" jest wada wiersza, ktora warto
| naprawic. Straszace, nieprzyjemne, odpychajaceSpójrz na tytuł.
"... w nasze otwory" jest wada wiersza, ktora warto
naprawic. Straszace, nieprzyjemne, odpychajace "otwory"
maja dorosli, a dzieci, dla dzieci,
maja po prostu usta, nosy, uszy...
Niepotrzebnie oslabilo to dyskusje. Niepotrzebnie,
bo tekst wiersza jest taki jaki jest, niezaleznie
od moich literowek.
| "Otwory" maja dorosli, a dzieci, dla dzieci,
| maja po prostu usta, nosy, uszy... Czyli
| "... w nasze otwory" jest sztuczne w wierszu, razi.
| Niszczy logikę.
Kot Behemot :
| "pani mowiła" to niekoniecznie wspomnienie odległe,
| tak dzieci mówią,
| gdy po przyjściu ze szkoły opowiadają rodzicom
| wydarzenia teraźnejsze.Ale o "tabliczkach mnożenia bytów" nie mówią.
| Bardzo enigmatyczne, ale czy mozna to uznać, za środek
| wyrazu budujacy emocje lub refleksje?Trzeba. Bo widać, że nim jest.
| Zwróć uwagę, że "pani" pisane jest mała literą.
| Dlaczego?A może czytelnik by czytał, zamiast zmyślać?
Gdzie czytelnik widzi tę "małą literę"?| Pani mówiła, że przyjdą
Zirytowałeś mnie. Jak można poważnie rozmawiać z kimś, kto nie w i d
z i tekstu, a kusi się o jego interpretację?
Kot Behemot Miauuuu
| STRACH
grafika sf,
2002 też jakby pasuje ;)
dziś śnił mi się ten wiersz - nastraszyłaś :)
- gratuluję
STRACH
Pani mówiła, że przyjdą
na ulicę Najdłuższych Kolejek -
z otworami zamiast uszu, nosów,
będą patrzeć w nasze otwory,
będą dziwić się naszym palcom,
naszym zębom, paznokciom, włosom...Była wtedy ogromna i czarna -
unosiła połamane ręce
aż w pochmurność siwiejących kłaków,
otwierała usta by nas połknąć -
stadko wróbli zastygłe w pół lotu
nad tabliczką mnożenia bytów.2002
Pozdrawiam
marco
| Użytkownik "Marta Jermaczek"...
| STRACH
| Druga zwrotka (bez pierwszej)
| budzi niepokój, owszem.
| I tu przechodzimy na tak:
| "na ulicę Najdłuższych Kolejek"
| - to mocny element. To on spowodował
| że wróciłem.
| Skojarzenie - obrazki z kronik filmowych,
| powieści, opowiadań:
| ludzie czekający grzecznie w kolejkach
| (tłumach) przy rampach kolejowych,
| czekający na transport do.......
| Wtedy inna optyka i palce, i zęby, i włosy
| wszystko pasuje.Połamane ręce kogoś
| kto przeczuwał, wiedział - pewnie
| budził przerażenie - otwierał usta ...Mam nadzieję, że to nie musi być wiersz o tym. Tyle jest różnych
innych
obcości, niemożliwości, strachów. Ale przecież dobrze kojarzysz.
Pozostawiam
dowolność, boję się przeciążać.
p
STRACHPani mówiła, że przyjdą
na ulicę Najdłuższych Kolejek -
z otworami zamiast uszu, nosów,
będą patrzeć w nasze otwory,
będą dziwić się naszym palcom,
naszym zębom, paznokciom, włosom...Była wtedy ogromna i czarna -
unosiła połamane ręce
aż w pochmurność siwiejących kłaków,
otwierała usta by nas połknąć -
stadko wróbli zastygłe w pół lotu
nad tabliczką mnożenia bytów.
Zwłaszcza najeżenie tego wiersza dziurami.
Pozdrowionka
Heniu
STRACHPani mówiła, że przyjdą
na ulicę Najdłuższych Kolejek -
z otworami zamiast uszu, nosów,
będą patrzeć w nasze otwory,
[...]
r
ps
moje odczytanie wiersza, jak cień kładzie się na wierszu Marty,
tym razem to źle; a wszystko przez 'ulicę',
(czyzbym był jakos wewnętrznie okaleczony?)
poniżej wariacja (nie ma obowiązku czytac, Marto ;-)
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
STRACH
Pan w telewizji mówił, że przyjdą
na ulicę Najdłuższych Kolejek -
z otworami zamiast uszu, nosów,
będą patrzeć w nasze otwory,
będą dziwić się naszym palcom,
Była wtedy ogromna i czarna -
unosiła połamane ręce
otwierała usta by nas połknąć -
stadko wróbli zastygłe w pół lotu
nad kwantowym modelem atomu wodoru
jest w tym różnica jednego pokolenia (albo połowy)?
oczywiście nie chodzi o przebieranki
lecz zmiane Dialogu na TPSA
modemu
Vogla na TPnet
(że zgasł prąd już nie powiem)
rumczajs
STRACH
Nie potrzebujesz, Marto moich laurek i zachwytów. To jeden z
najlepszych wierszy. Najlepszych jakie czytałem.
w.
stadko wróbli zastygłe w pół lotu
nad tabliczką mnożenia bytów.
znaczy lubię.
;-) Anna pa,pa
Wlodzimierz Holsztynski:
[...]
Nie zlekceważyłam i nie odpuszczę :)
Tylko policzyłam, że jeżeli do czwartku nie będę jadła, spała,
pracowała, to może zdążę zrobić to, co zrobić muszę. Poczekaj na mnie,
dobrze?
g.
Pani mówiła, że przyjdą
na ulicę Najdłuższych Kolejek -
z otworami zamiast uszu, nosów,
będą patrzeć w nasze otwory,
będą dziwić się naszym palcom,
naszym zębom, paznokciom, włosom...
Była wtedy ogromna i czarna -
unosiła połamane ręce
aż w pochmurność siwiejących kłaków,
otwierała usta by nas połknąć -
stadko wróbli zastygłe w pół lotu
nad tabliczką mnożenia bytów.
Pozdrowienia
| Zirytowałeś mnie. Jak można poważnie rozmawiać z kimś, kto nie w i d
| z i tekstu, a kusi się o jego interpretację?Fakt, trochę dałem ciała :"-(
Ale to nie zmienia mojej opinii, problem tkwi jedynie w uzasadnieniu,
którego wczoraj nijak nie mogłem wyartykułować:-) Przepraszam. :-)Kot Behemot Miauuuu
Wcale nie dałeś ciała, po prostu miałeś wątpliwości, takie same jak Włodek
odnośnie "stadka wróbli zastygłego w pół lotu" i "tabliczki mnożenia bytów".
Niestety - skarcony - zająłeś pozycję defensywną. Grażyna i a_r okazali się dla Ciebie
Kimś podobnym, jak dla Peela owa "Pani" z wiersza. Zauważasz? :)
A miałeś prawo powątpiewać.
Sądząc z drugiej zwrotki PeeL jest człowiekiem dorosłym, bo pisze o swojej "Pani"
w czasie przeszłym: "Była WTEDY ogromna i czarna".
Była - a więc: NIE JEST! (strachy na lachy).
I tu nasuwa się wątpliwość Włodka: skoro PeeL stał się człowiekiem rozumnym i świadomym
to nie mogło mieć miejsca "stadko wróbli zastygłe w pół lotu".
Tamten młody, dziecinny PeeL, jeden z wróbelków stadka zatrzymanego w pół drogi,
nie miał prawa już nigdzie dolecieć. Metafora jest chybiona. Chyba, że zmienimy tytuł na
"Strachy na Lachy" :)
Pani mówiła, że przyjdą
na ulicę Najdłuższych Kolejek -
z otworami zamiast uszu, nosów,
będą patrzeć w nasze otwory,
będą dziwić się naszym palcom,
naszym zębom, paznokciom, włosom...
Była wtedy ogromna i czarna -
unosiła połamane ręce
aż w pochmurność siwiejących kłaków,
otwierała usta by nas połknąć -
stadko wróbli zastygłe w pół lotu
nad tabliczką mnożenia bytów.
Z kolei ja, uważam "ulicę Najdłuższych Kolejek" za najsłabszy punkt wiersza.
Skoro Autorka sama poszła na polisemię, pozwalającą na przypisanie wielu sensów do
"ulicy Najdłuższych Kolejek", to nie można mieć pretensji do Czytelnika o
niezależny od Niej odbiór wiersza. Oczywiście, sens kontekstowy nieco zawęża krąg
możliwych interpretacji co pięknie widać w fragmencie wiersza wilczyska "Wilk morski":
aksamitne szkatułki
bursztynowe inkluzje
koty uwalniają się
z butelek
Wszystkie wersy osadzone są w kontekście marynistycznym, i tak:
"aksamitne szkatułki" - można domyśleć się, że na zewnątrz wysadzane muszelkami, skoro położone są obok
"bursztynowych inkluzji". W kontekście całego wiersza ("horyzont", "czoło fali") owe "koty
uwalniające się z butelek" są zapewne niczym innym, jak kotwiczkami małych okręcików zamkniętych
w butelkach wiszących pod sufitem.
(Przepraszam Autora :) za posłużenie się Jego wierszem w celu zobrazowania sensu kontekstowego
ale był dla mnie doskonałym przykładem)
Marta, "ulicę Najdłuższych Kolejek" uczyniła kluczowym elementem, sercem semantycznym wiersza, sama pozwalając na jego
dowolną interpretację, która będzie rzutować na cały wiersz. Jedynie z kontekstu drugiej zwrotki wynika,
że coś było ale nie jest.
I tak, "ulica Najdłuższych Kolejek" kojarzy mi się osobiście z ulicą na której
jest obskurna knajpa. Jakaś Pani, dorwała dorastających chłopców podczas smakowania
pierwszej w życiu butelki wina "Gólczas" na ławce w parku. Sama, była alkoholiczka wyciągnięta
w ostatniej chwili z nałogu przez Marka Kotańskiego, dobrze wiedziała, czym to grozi!
Stąd te opisy delirium, ludzie z otworami, tak przecież ważnymi dla wlewania przez nie do środka denaturatu,
wody brzozowej, aż do ostatniej kolejki borygo. Stąd sama wyglądała jak postać wyciągnięta z własnego delirium.
Taką interpretację uzasadnia też dowolność
"tabliczki mnożenia bytów", gdzie byt darwinowski oznacza walkę o swoje miejsce w hierarchii społeczeństwa,
w której, jak wiadomo, alkoholik zajmuje jedno z ostatnich lokat rankingowych.
Sądząc z czasu przeszłego ("była wtedy") i punktu odniesienia PeeLa
("stadko wróbli zastygłe w pół lotu nad tabliczką mnożenia bytów") będącego jednym z wróbli - utknął on
w połowie drogi. Bytuje dziś jako tako, nie będąc ani alkoholikiem ani abstynentem co jest, jak wiemy
z własnego doświadczenia: wkurzające dla wszystkich, a już najbardziej dla najbliższej rodziny.
Może moja interpretacja jest też wkurzająca dla pozostałych, ale jest tak samo prawdziwa.
Wiadomo, że krytycy znający autora "bardziej osobiście" odbierają wartość jego twórczości
w rozumieniu społeczno-kontekstowym. Skojarzenia, choć z pozoru naturalne i spontaniczne, zawsze
zdradzają środowisko i intencje ale przede wszystkim - nastawienie do swojego "rozmówcy".
Są to tak zwane pozasemantyczne skojarzenia pochodzenia naturalnego. Zatem treść
wiersza będzie odbierana na podstawie skojarzeń poprzez przyległość, gdzie nabiera
charakterystycznego dla istniejącego pomiędzy czytelnikiem - autorem zabarwienia.
Dlatego, "ulica Najdłuższych Kolejek" może kojarzyć się komuś z przedszkolem, drugiemu z czymś tak wyniosłym,
jak kolejka do Nieba. Tymczasem, trzeci, wiedzący o autorze, że jest starym, ochrypniętym wieloletnim
pijusem - zapewne odczyta "ulicę Najdłuższych Kolejek" jako ostatnie miejsce pobytu tegoż przed
trafieniem do schroniska "Monaru".
Jeżeli wiersz pozwala na dowolność, każdy może zinterpretować go po SWOJEMU a wołanie do niego,
że nie czuje bluesa jest wołaniem o pomstę do nieba
(patrz: S.Ullmann "The Principles of Semantics", T. Todorov "Recherches semantiques", wojtekf "wątek o Czyczu" i
"Powiedz mi koterio", A.Rey "La lexicologie").
Dawno temu, Kartezjusz, wzorując się zresztą na Arystotelesie pisał, że gdyby ktoś umiał należycie
wyjaśnić proste idee tkwiące w ludzkiej wyobraźni a następnie zostałyby one przez wszystkich przyjęte -
można byłoby wówczas liczyć na stworzenie powszechnego języka w nauce, mowie i piśmie.
Niemożliwością byłoby popełnić wówczas pomyłkę interpretacyjną. Znaczy to, że piszący byłby
stuprocentowo zrozumiany przez czytającego. Osobiście myślę, że wielu Poetów straciłoby
olbrzymi atut niezrozumienia, za którym chowają prostactwo duchowe zasłaniając je
tarczą zawiłych metafor i skojarzeń i przyciągając ćmy ludzkie szukające w nich jakiegokolwiek (własnego) sensu.
Na koniec, opracowana przeze mnie (Zurych, 2000) "Tablica semiologiczna niutoNa", co prawda niepełna jako
całokształt struktury powierzchniowej (z wieloma brakującymi klatkami) ale wystarczająca do unaocznienia
nomenklatury semantycznej tych samych słów odbieranych przez odbiorców poszczególnych środowisk i obozów
z uwzględnieniem danej chwili:
słowo OSIOŁ KROWA ŚWINIA
-------------------------------------------------------------------------------------
ROLNIK weterynarz mleko nieopłacalne
RZEŹNIK salami wołowe wieprzowina
ROBOTNIK tyrający moja zrzędząca szef
za darmo stara
CZYTELNIK epitet użyty przez metafora niemieckiego dzika żona
PRZYCHYLNY autora dla miotacza min, pozbawiona podmiotu lirycznego
wzmocnienia pierwotnej motywacji
plastiki przekazu
CZYTELNIK autoportret? dużo ryczy (pisze) raczej: Wieprz
NIEPRZYCHYLNY mało mleka daje
(niewiele z tego wynika)
LAIK ja, bo nic z tego coś do szamania? kiepski
nie kapuję
Jak widać:
ten sam LAIK umie posługiwać się grypserką więzienną, natomiast grypserka liryczna jest dla niego
językiem pojebańców i ciot. O ile pierwsza została stworzona przez zesłańców politycznych jako szyfr
dla pilnujących ich w obozach pracy klawiszy, to ta druga ma oddzielić zwykłego czytelnika od zrozumienia tego,
że Poeta i Krytyk wcale ale to wcale nie jest mądrzejszy od niego.
Obydwie grypserki ulegają bezustannej modyfikacji w celu utrudnienia połapania się przez "ludzi z zewnątrz"
o co tak naprawdę chodzi (biega).
Pozdrawiam ;)
nN
| Zirytowałeś mnie. Jak można poważnie rozmawiać z kimś, kto nie
w i d
| z i tekstu, a kusi się o jego interpretację?| Fakt, trochę dałem ciała :"-(
| Ale to nie zmienia mojej opinii, problem tkwi jedynie w
uzasadnieniu,
| którego wczoraj nijak nie mogłem wyartykułować:-) Przepraszam.
:-)| Kot Behemot Miauuuu
Kot Behemot i "Strachy na Lachy".
------------------------------------Wcale nie dałeś ciała, po prostu miałeś wątpliwości, takie same
jak Włodek
odnośnie "stadka wróbli zastygłego w pół lotu" i "tabliczki
mnożenia bytów".
Niestety - skarcony - zająłeś pozycję defensywną. Grażyna i a_r
Kimś podobnym, jak dla Peela owa "Pani" z wiersza. Zauważasz? :)
[...]
Obydwie grypserki ulegają bezustannej modyfikacji w celu
o co tak naprawdę chodzi (biega).
słowo OSIOŁ KROWA
ŚWINIA
-------------------------------------------------------------------------------------ROLNIK weterynarz mleko
nieopłacalneRZEŹNIK salami wołowe
wieprzowinaROBOTNIK tyrający moja zrzędząca szef
za darmo staraCZYTELNIK epitet użyty przez metafora niemieckiego dzika żona
PRZYCHYLNY autora dla miotacza min, pozbawiona podmiotu
lirycznego
wzmocnienia pierwotnej motywacji
plastiki przekazuCZYTELNIK autoportret? dużo ryczy (pisze) raczej:
Wieprz
NIEPRZYCHYLNY mało mleka daje
(niewiele z tego
wynika)LAIK ja, bo nic z tego coś do szamania?
kiepski
nie kapujęJak widać:
Wolnosc Rowność Braterstwo
możliwych interpretacji co pięknie widać w fragmencie wiersza wilczyska "Wilk morski":
Wszystkie wersy osadzone są w kontekście marynistycznym, i tak:
"aksamitne szkatułki" - można domyśleć się, że na zewnątrz wysadzane muszelkami, skoro położone są obok
"bursztynowych inkluzji". W kontekście całego wiersza ("horyzont", "czoło fali") owe "koty
uwalniające się z butelek" są zapewne niczym innym, jak kotwiczkami małych okręcików zamkniętych
w butelkach wiszących pod sufitem.
(Przepraszam Autora :) za posłużenie się Jego wierszem w celu zobrazowania sensu kontekstowego
ale był dla mnie doskonałym przykładem)
Czuję nachalna potrzebę usprawiedliwienia. Czy to znaczy, ze
jestem winny? Nie lubię sztuki nowoczesnej; oglądając stado
stożków wysmarowanych towotem, miniaturowego Buddę z gumy do
rzucia, wchodząc w trzewia śmierdzącej tranem konstrukcji
udającej Białego Wieloryba, czuję się podle oszukany.
Niekiedy działa przeczucie: mogę powiedzieć, że rozumiem
koncept, chwytam formę, ale nadal nie potrafię się
przekonać. Genialne wypisywanie ciągów liczb po kres może
być pomysłem, ale czy jest jeszcze sztuką? Smarowanie
szklanych tafli wydzielinami i wydalinami mogą niektórzy
uznać za formę ekshibicjonizmu (jejku), ale skoro mówi się
na to performance (bardzo oszczędnie używając słowa
'sztuka'), czyż nie jest to unikanie nazywania rzeczy ich
właściwymi nazwami (tatusiu, ten pan robi kupę na szybę)?
Wołasz, marco, że król jest nagi. Pewno. Ale zobacz jak
dobrze zbudowany ; ) Sęk w tym, że nie mam wielkich
pretensji do czytelniczego odbioru. Tak, czasem zależy mi na
tym, by czytelnik porzucił na chwilę swoje okulary i wgryzł
się bezczelnie w materię wiersza (znaczy: tego co pisuję),
ale nie zmuszam. Granice dobrego smaku w poezji były
wielokrotnie przekraczane, pośmiertne medale za odwagę
dzwonią na cherlawych piersiach. Nie chcę medali, nie
przekraczam formy. Nie chcę rewolucji. Chcę trochę
poudzielać sie towarzysko : )
Robię w słowach. Nie jestem mistrzem, tylko rzemieślnikiem.
Leniwym, czasem na kacu, czasem humorzastym. Fajnie, ze
jestem : )
w.
Widzisz Wilczysku zmartwilem sie na poczatku
twego postu , bowiem zaczałeś bardzo suicydalnie;) :
Czuję nachalna potrzebę usprawiedliwienia. Czy to znaczy, ze
jestem winny? Nie lubię sztuki nowoczesnej...
Nie chcę medali. Nie chcę rewolucji. Nie jestem mistrzem
Fajnie, ze jestem : )
w.
W.
Robię w słowach. Nie jestem mistrzem, tylko rzemieślnikiem.
Leniwym, czasem na kacu, czasem humorzastym.
Fajnie, ze jestem : )
A.
Powiedz, na czym polega na naszej grupie fenomen czytelniczy?
Czemu czytamy wiersze, których nie rozumiemy
(i niekiedy się nam podobają)?.
Na jakim konkretnym pieknym wierszu ktos tak lejący wodę jak np.
Grazyna Lesniak moglby dac upust swemu oszołomstwu.
A "Strachu" jest do tego idealny - bo jest na tyle
slaby ze moze byc wszystkim .
Czy AR moglby miec lepsza pozywke
niz taki wspanialy wiersz Tomaszka :
PODCZERWIEŃ
Gdy najniższy punkt tarczy dosięgnął linii drzew
Odeszły imiona więc Bezimienną miałem
W namiocie Roku Pańskiego i Bezimienny
Nazwał mnie Kutasem a inny podarował
Monetę z profilem Kutasa na awersie
"Marta Jermaczek" ...
STRACH
I jedna sprawa z odczytaniem. Dla mnie "z otworami zamiast uszu,
nosów" natychmiast przypomina karę za ciężkie przestępstwa, znak,
rodem ze starożytnego Egiptu (i pewnie nie tylko), a więc znamię
ukaranych (i tu plemię kainowe), i od razu Miasto Umarłych, gdzie
żyli.
A Ulica. Przecież _wszyscy_ czekamy na Odpowiedź.
Ogion
Użytkownik "Marta Jermaczek"
| STRACH| Ale przecież dobrze kojarzysz.
| Pozostawiam
| dowolność, boję się przeciążać.Wiersz nie musi, bo nie jest.
Nie kojarzę dobrze - bo nie odkryłem.
A dowolność miła i cudowa
- ale jak nie ma pod ręką autora.
| STRACH
*****************
STRACH dziecinny i spojrzenie dziecka, to
jeden z najwdzieczniejszych wątkow w poezji.
(...)
"... w nasze otwory" jest wada wiersza, ktora warto
naprawic. Straszace, nieprzyjemne, odpychajace
"Otwory" maja dorosli, a dzieci, dla dzieci,
maja po prostu usta, nosy, uszy... Czyli
"... w nasze otwory" jest sztuczne w wierszu, razi.
Niszczy logikę.
Ladna dwuczesciowa kompozycja. Ze zmiana jezyka
w drugiej zwrotce/czesci. Ladny obraz "Pani".
"Polamane" kojarzy sie z "zalamywaniem rak",
co zmiekcza drastycznosc zwrotu. Od strony obrazu
jest swietny.Zakonczenie, jak to w wielu wierszach, jest
slabe -- wyswiechtane, bo nie uzasadnione
utworem, dane jest jakby inercyjnie, z obowiazku.
Klopot zaczyna sie od nieciekawego "zastygle
w pol lotu". O ile jest tak na poziomie podstawowym
-- dzieci zastygly -- to jest zle na poziomie
doslownym, symbolu, bo wrobelki w locie nie
zastygaja, a juz na pewno nie stadko.
-Przede wszystkim- pisanie o bycie po przedstawieniu
pojedynczego epizodu bez wiekszych konsekwencji
dlugoterminowych itp., jest nieuzasadnione, psuje
charakter wiersza, rozbija go, odbierajac mu urok.
Jest NIE NA TEMAT.
Przesadne doszukiwanie sie i wstawianie wielu den jest
czestym, snobistycznym i dennym blefem na php, ktore
to doszukiwanie i wstawianie i blefowanie im
dluzsze, tym bardziej oddala od poezji, az sladu nie zostaje.
Szkoda tego utworu na takie glupstwa. Ani nie ma co
wstawiac w niego science fiction, ani "glebokich filozofii",
bo ten uroczy i obrazowy utwor nie wytrzyma takiego
obciazenia.
| STRACH
Marto, dołączam się do achów.
Bardzo mi się.
Zwłaszcza najeżenie tego wiersza dziurami.
| STRACH
[...]Nie potrzebujesz, Marto moich laurek i zachwytów. To jeden z
najlepszych wierszy. Najlepszych jakie czytałem.
PS. Z radości i dumy zacznę się nadymać i nadymać. Z dnia na dzień będę
coraz większa i coraz bardziej przezroczysta, aż w końcu pęknę jak
różowy balonik.
Marta
------------
[..]
| stadko wróbli zastygłe w pół lotu
| nad tabliczką mnożenia bytów.hm. cóż dodać, by uświetnić bardziej..
niektóre wiersze są jak popłuczyny po trynidadzkim kakao,
inne jak skorupki jajek rozdrobnione pod prześcieradłem
(na moment przed położeniem); a Twoje
a Twoje niczym - honoraria, Popielec albo obrót ciał najbardziej
niebieskich.znaczy lubię.
PS. Prawda, najbardziej niebieskie.
Marta Jermaczek:
| Pani mówiła, że przyjdą
| na ulicę Najdłuższych Kolejek -Nie wiedzieć czemu ulica Najdłuższych Kolejek kojarzy
mi się z ulicą, na której stoją dwie kolejki: do nieba i do piekła.
| z otworami zamiast uszu, nosów,
| będą patrzeć w nasze otwory,
| będą dziwić się naszym palcom,
| naszym zębom, paznokciom, włosom...Irracjonalny strach ma dwa oblicza. Jedno z nich to
dziecięce. Śmiejemy się z tego później, ale w dorosłych
snach strach znowu bywa irracjonalny. To drugie oblicze.
Dzięki za zajrzenie i komentarz (jednak)
M.
"Marta Jermaczek" ...
| STRACH
Odłożyłem Twój wiersz na później, myśląc, skoro Marta - "Strach",
to będzie niezwykle. Jest. Siła dziecięcych obrazów, wybitne, do
spodu, zadumanie,
które ostatnio w Twoich dostrzegam. Wykraczasz poza granicę
jednostkowego,
mówisz wprost, słowami, o niewyrażalnym.
Czekam niecierpliwie co będzie w Twoich dalej, ciesząc się, że czytam.I jedna sprawa z odczytaniem. Dla mnie "z otworami zamiast uszu,
nosów" natychmiast przypomina karę za ciężkie przestępstwa, znak,
rodem ze starożytnego Egiptu (i pewnie nie tylko), a więc znamię
ukaranych (i tu plemię kainowe), i od razu Miasto Umarłych, gdzie
żyli.
Użytkownik "Marta Jermaczek" :
| STRACH| Pani mówiła, że przyjdą
| na ulicę Najdłuższych Kolejek -
| z otworami zamiast uszu, nosów,
| będą patrzeć w nasze otwory,
| [...]
-----------------------
problematyczna jest 'ulica Najdłuższych kolejek'
a_ry wola ja okrążać,
Włodek znajduje ciekawe rozwiązanie - kolejki elektryczne (w przedszkolu),
moje skojarzenia, uparcie pozostają przy stanie wojennym i wychodza na
ulicę, tą prawdziwą, prowokują 'okutanych' zomowców, w hełmach i maskach,
legitymujących, 'naćpanych', z bronia palną w opuszczonej ręce,
dalej - problemem staje sie wrona, połamana, pani-strach_na_ludzi,
(i dziwi mnie obecność dzieci) wiersz staje sie nieprzejrzysty,
cos z tą ulicą jest nie w porządku, jak ta drzazga w ławce, lepiej nie
siadać,
owszem - po odczytaniu komentarzy wiersz zaczyna się podobać, nawet bardzo,
ale co z tą ulicą ? (ciągle wyprowadza na manowce ;-)r
Pozdrawiam, dzięki za przeczytanie (i wariację)
M.
Nie jestem pewna, czy dobrze zrozumiałam. Odbierasz "patrzenie" jako
postrzeganie, dostrzeganie, a więc - tworzenie? Może być i tak.
pa.
H. :-)