Strach


Wyświetlono archiwalną wersję tematu "Strach" z forum pl.hum.poezja



Strona 1 z 21, 2


Marta Jermaczek - 12 Sty 2002, 15:39

STRACH

Pani mówiła, że przyjdą
na ulicę Najdłuższych Kolejek -
z otworami zamiast uszu, nosów,
będą patrzeć w nasze otwory,
będą dziwić się naszym palcom,
naszym zębom, paznokciom, włosom...

Była wtedy ogromna i czarna -
unosiła połamane ręce
aż w pochmurność siwiejących kłaków,
otwierała usta by nas połknąć -
stadko wróbli zastygłe w pół lotu
nad tabliczką mnożenia bytów.

2002



a_r - 12 Sty 2002, 15:45

Marta Jermaczek:

STRACH

Pani mówiła, że przyjdą
na ulicę Najdłuższych Kolejek -
z otworami zamiast uszu, nosów,
będą patrzeć w nasze otwory,
będą dziwić się naszym palcom,
naszym zębom, paznokciom, włosom...

Była wtedy ogromna i czarna -
unosiła połamane ręce
aż w pochmurność siwiejących kłaków,
otwierała usta by nas połknąć -
stadko wróbli zastygłe w pół lotu
nad tabliczką mnożenia bytów.



Śliczności :) Misie styczniowe.

a_r


Kot Behemot - 13 Sty 2002, 07:36

| nad tabliczką mnożenia bytów.

Śliczności :) Misie styczniowe.



Z całym szacunkiem, ale czy można prosić o szczyptę szczegółów? Skąd ten
zachwyt? Co  ci się tak podoba?
Podziel się z nami, tym czego być może ja nie umiem docenić.

Kot Behemot Miau


a_r - 13 Sty 2002, 08:31

Kot Behemot:

Z całym szacunkiem, ale czy można prosić o szczyptę szczegółów? Skąd ten
zachwyt? Co  ci się tak podoba?
Podziel się z nami, tym czego być może ja nie umiem docenić.



No to przeczytajmy to naiwnie. Bez sięgania w drugie dna
czy takie-tam. Po prostu.

STRACH

      Będzie o baniu się? O jego powodach? A może o tym,
      jak to się robi: bać się? Kto się boi?

Pani mówiła, że przyjdą
na ulicę Najdłuższych Kolejek -

      Czas przeszły, leksyka wczesno-szkolna: "pani mówiła".
      Więc wspomnienie; peel[a] opowiada, jak _było_.
      Zapamiętajmy, bo potrzebne przy "skoku" między pierwszą
      a drugą zwrotką.
      Ulica Najdłuższych Kolejek też dopomina się
      wytłumaczenia. Dasz radę? ;)

z otworami zamiast uszu, nosów,

      Obcy, prawda? Inni, dziwaczni, przerażający (zaczynamy
      się bać). Ale, samo to -- to jeszcze mało, bo może nas
      [peela, zbiorowego (zbiorowość użyta jako znak wspólnoty
      odczuć: dzieci, bywa, inaczej się boją w grupie, gdy
      strach -- i inne uczucia też -- amplifikują się
      pewnością współdzielenia, a inaczej -- jednostkowo)];
      więc może nas nie zauważą, może jesteśmy mimo wszystko
      bezpieczni? Może wystarczy omijać ulicę Najdłuższych
      Kolejek? Nie:

będą patrzeć w nasze otwory,
będą dziwić się naszym palcom,
naszym zębom, paznokciom, włosom...

      ...nie ma tak dobrze. Czeka nas próba: przypatrzą się nam
      uważnie, zakwestionują naszą naturalność i oczywistość,
      a dotąd byliśmy sami dla siebie -- tak oczywiści.
      (Jak Ci idzie z ulicą Najdłuższych Kolejek? Może chodzi
      o ...objazdowy punkt medyczny? Szczepienia i badania
      powszechne? Ale nie jest powiedziane, że tak: czytelnik
      ma wolną rękę.)

      I teraz klucz, ten właściwy powód, dla którego "śliczności".
      Strach, jego powód (Obcy i podejrzenie, że my, dzieci, też
      należymy do jakiegoś gatanku Obcych) -- zostały zarysowane,
      nazwane, uzasadnione. I co robi Marta? Drąży dalej? Nie,
      pokazuje, jak ten strach wciela się w 'panią'. Na dwóch
      planach naraz.

Była wtedy ogromna i czarna -

      Była "wtedy". Wtedy, gdy mówiła, karmiąc dziecinną
      wyobraźnię obrazami i przeczuciami rzeczy strasznych.
      I 'wtedy' drugim, wtedy -- w dzieciństwie. Peel[a]
      jest już dorosły[a], a jednak.  jednak ten dreszcz
      wraca z całą siłą. I popatrz, że nie jest to czcza
      deklaracja, to nie zwrot deklaratywny 'aleśmy się
      wówczas bali'. Nie, obraz strachu jest plastyczny,
      jest _obrazem_ właśnie, wciągającym: boimy się jeszcze
      i dziś.

unosiła połamane ręce
aż w pochmurność siwiejących kłaków,
otwierała usta by nas połknąć -

      Brrr. Ale (pytanie oczywiste) -- dlaczego właściwie
      jeszcze i dziś peel[a] się boi? I równie oczywista
      odpowiedź: bo ten obraz Wiedźmy-Wieszczącej, to
      Oznajmienie, nabiera dla dorosłego nowych znaczeń,
      nowych lęków (choć, w istocie, to ten sam lęk, który
      obrósł już pękiem skojarzeń).
      (Jak tam Najdłuższe Kolejki? Może to metafora życia
      wewogle? Jak myślisz?)

stadko wróbli zastygłe w pół lotu
nad tabliczką mnożenia bytów.

      Tego nie mówi już dziecko. To mówi dzisiejszy[a],
      dorosły[a] peel[a]. Równie przerażony, ale potrafiący
      -- nazywać. I nazywa. I celnie nazywa, świetnym skrótem,
      który -- jak przęsło -- łączy dosłowność szkolnej
      tabliczki mnożenia z dorośle odczuwanym przeczuciem
      Obcości, przeczuciem odrębności własnego, kruchego Bytu
      od Bytów innych, od świata.

---

I to przejście, ten skok między pierwszą a drugą zwrotką/perspektywą,
jest mistrzowski. Stąd zachwyty. (No, co z ulicą? ;)

a_r



dendryt - 13 Sty 2002, 08:54

Użytkownik "Marta Jermaczek":

STRACH

Pani mówiła, że przyjdą (...)



Sympatyczna potworeska. Coś w stylu "Munch - dzieciom".
To wcale nie matma, prawda? Bo najgożej to było na religii.

dendryt


Marta Jermaczek - 13 Sty 2002, 09:46


Marta Jermaczek:

| STRACH

Śliczności :) Misie styczniowe.



Dzięki!
M.


Kot Behemot - 13 Sty 2002, 09:58

Kot Behemot:

| Z całym szacunkiem, ale czy można prosić o szczyptę szczegółów? Skąd ten
| zachwyt? Co  ci się tak podoba?
| Podziel się z nami, tym czego być może ja nie umiem docenić.

No to przeczytajmy to naiwnie. Bez sięgania w drugie dna
czy takie-tam. Po prostu.

STRACH

      Będzie o baniu się? O jego powodach? A może o tym,
      jak to się robi: bać się? Kto się boi?



                        Oczywiście tytuł moze tu stanowić klucz, ale nie
wystarczy,
                        by wciągnać w ten sam tok myslenia. Może intrygować,
                        moze zmuszać do zastanowienia, ale takich tytułów
mamy
                       tu całą masę: zaczynając od strachu, kończąc na
smierci.
                       Czyżby znów (mówię znów, bo do znudzenia o tym sie
pisze)
                       problemy egzystencjonalne?

Pani mówiła, że przyjdą
na ulicę Najdłuższych Kolejek -

      Czas przeszły, leksyka wczesno-szkolna: "pani mówiła".
      Więc wspomnienie; peel[a] opowiada, jak _było_.
      Zapamiętajmy, bo potrzebne przy "skoku" między pierwszą
      a drugą zwrotką.
      Ulica Najdłuższych Kolejek też dopomina się
      wytłumaczenia. Dasz radę? ;)



                      "pani mowiła" to niekoniecznie wspomnienie odległe,
tak dzieci mówią,
                       gdy po przyjściu ze szkoły opowiadają rodzicom
wydarzenia teraźnejsze.
                      Myślę, że "ulica" to ozdobnik, wypełnienie. Wazniejsze
wydaje mi sie
                      określenie "oni", bo od razu rodzi się pytanie: kim
sa? Kto przyjdzie.
                      Poeta nie wyjasnia tego, a nawet jeszcze bardziej
gmatwa wprowadzając
                      tajemnicza postać z siwymi włosami. Zamierzenie, czy
niekonsekwencja?
                     Bardzo enigmatyczne, ale czy mozna to uznać, za środek
wyrazu budujący
                     emocje lub refleksje?
                     Zwróć uwagę, że "pani" pisane jest mała literą.
Dlaczego? bo taka forma,
                     a moze osobisty stosunek? Poeta powinien zdawać sobie
sprawę, że stosując
                     takie 'sztuczki' naraża czytelnika na niezrozumienie.

z otworami zamiast uszu, nosów,

      Obcy, prawda? Inni, dziwaczni, przerażający (zaczynamy
      się bać). Ale, samo to -- to jeszcze mało, bo może nas
      [peela, zbiorowego (zbiorowość użyta jako znak wspólnoty
      odczuć: dzieci, bywa, inaczej się boją w grupie, gdy
      strach -- i inne uczucia też -- amplifikują się
      pewnością współdzielenia, a inaczej -- jednostkowo)];
      więc może nas nie zauważą, może jesteśmy mimo wszystko
      bezpieczni? Może wystarczy omijać ulicę Najdłuższych
      Kolejek? Nie:



          'My', moze być uzyte jako ogolnik, niekoniecznie grupa. Często
uzywa się
          "My" w znaczeniu ludzie, czyli wszyscy. Znów nie jest to
przejrzyste,
           trzeba naprawdę mocno się natrudzic, by dojść do tego wniosku.
Widze tu jakeś
          nieokreślone uogulnienia, strach przed czymś obcym, ale
nieokreslonym.
          Może strach jako uczucie istniejace samo w sobie.

będą patrzeć w nasze otwory,
będą dziwić się naszym palcom,
naszym zębom, paznokciom, włosom...

      ...nie ma tak dobrze. Czeka nas próba: przypatrzą się nam
      uważnie, zakwestionują naszą naturalność i oczywistość,
      a dotąd byliśmy sami dla siebie -- tak oczywiści.
      (Jak Ci idzie z ulicą Najdłuższych Kolejek? Może chodzi
      o ...objazdowy punkt medyczny? Szczepienia i badania
      powszechne? Ale nie jest powiedziane, że tak: czytelnik
      ma wolną rękę.)



                     Dobrze, ale co jest złego w tym patrzeniu,
                     czyżby to zło determinował tylko tytuł?
                     Samo patrzenie nie jest czymś zlym,
                     może wywoływac strach, ale coż z tego?
                     Strach jest chyba najczęstrzą emocją jaką doznajemy.
                     Sam w sobie nie jest niczym nadzwyczajnym.
                     Te patrzenie kojarzy mi się z bajkami o UFO.
                     Pamiętasz jak najczęściej obrazuje się obcych,
                     ufoludków?

      I teraz klucz, ten właściwy powód, dla którego "śliczności".
      Strach, jego powód (Obcy i podejrzenie, że my, dzieci, też
      należymy do jakiegoś gatanku Obcych) -- zostały zarysowane,
      nazwane, uzasadnione. I co robi Marta? Drąży dalej? Nie,
      pokazuje, jak ten strach wciela się w 'panią'. Na dwóch
      planach naraz.



        Wydaje mi się, że to lekka nadinterpretacja. Ja nic takiego nie
widzę.
        Po pierwsze nie wiadomo, czy chodzi o dzieci. Określenie "pani'
niczego nie dowodzi.
        Po drugie nic nie zostało zarysowane, wyjaśnione. Nadal błądzimy.
        Po trzecie skąd wniosek, że 'pani' to tytułowy strach? Siwa, z
połamanymi rękami?

       Wiersz mnie nie zachwycił, choć po twoich wyjaśnieniach spojrzałem na
niego trochę
       przychylniej. Osobiście jednak wole poezję bardziej nośną, mniej
zagmatwaną, bardziej
       obrazową.

      Pozdrawiam Kot Behemot Miauuuu


Grażyna Leśniak - 13 Sty 2002, 10:31

 Marta Jermaczek :

STRACH

Pani mówiła, że przyjdą
na ulicę Najdłuższych Kolejek -
z otworami zamiast uszu, nosów,
będą patrzeć w nasze otwory,
będą dziwić się naszym palcom,
naszym zębom, paznokciom, włosom...

Była wtedy ogromna i czarna -
unosiła połamane ręce
aż w pochmurność siwiejących kłaków,
otwierała usta by nas połknąć -
stadko wróbli zastygłe w pół lotu
nad tabliczką mnożenia bytów.



Cud. Cudboski i cud pamięci.
Cud pamięci stąd, że dorosły p.l. tak doskonale zapamiętał tamte
emocje. Cudboski, że dorosły p.l., który już wszystko rozumie i wie:
kto miał przyjść, dokąd i czy to w ogóle była prawda, zdołał się
powstrzymać przed powiedzeniem tego czytelnikowi. To właściwie
cudboski autorski, że autor nie stanął na wysokościach i nie
przekonuje czytelnika: zobacz,  jakie wtedy dzieci były naiwne.

Podoba mi się niesamowicie, szczególnie za:
- obraz pani, czarnej, ogromnej, z siwiejącymi kłakami - nawet jeśli
była w rzeczywistości drobną blondynką przed trzydziestką -
niefiltrowany przez późniejszą wiedzę, tylko naprawdę odtworzony z
tamtej emocji;
- ogromny potencjał zestawienia : otworów zamiast/ patrzenia w nasze
otwory; jest w tym przerażenie obcością, przekonanie o ciekawości tego
Obcego, o jego szukaniu podobieństw i różnic i masa innych możliwości;
- "tabliczkę mnożenia bytów", w której zakodowany jest i wiek, i lęk,
i wyobraźnia pozwalająca mnożyć byty nieistniejące, których
zaistnienia nikt dorosły by nie przewidział; powiedziane z dorosłej
perspektywy, ale nijak nie pogardliwe;
- obrazowość tak sugestywną, że odczuwam leciutki niepokój, gdzie też
jest Ulica Najdłuższych Kolejek i czy Oni się tam nie wybierają znowu;
- wiarygodność chwaloną już na początku, czyli
generalnie za wrażenie, że udostępniłaś swoje obecne umiejętności
językowe dziecku, które ich nie miało, a czuło dokładnie to, co Ty
dziś powiedziałaś - w efekcie czytelnik dostał zwerbalizowany wgląd w
niewerbalizowalne emocje - swoje niegdyś, swoich dzieci obecnie;
cholera wie, co ta pani naprawdę mówiła i zupełnie to nieważne: liczy
się, co wróbelki słyszały.

g.


Grażyna Leśniak - 13 Sty 2002, 10:45

 Kot Behemot :

"pani mowiła" to niekoniecznie wspomnienie odległe,
tak dzieci mówią,
gdy po przyjściu ze szkoły opowiadają rodzicom
wydarzenia teraźnejsze.



Ale o "tabliczkach mnożenia bytów" nie mówią.

Bardzo enigmatyczne, ale czy mozna to uznać, za środek
wyrazu budujacy  emocje lub refleksje?



Trzeba. Bo widać, że nim jest.

Zwróć uwagę, że "pani" pisane jest mała literą.
Dlaczego?



A może czytelnik by czytał, zamiast zmyślać?
Gdzie czytelnik widzi tę "małą literę"?

Pani mówiła, że przyjdą



Zirytowałeś mnie. Jak można poważnie rozmawiać z kimś, kto nie  w i d
z i  tekstu, a kusi się o jego interpretację?

g.


dendryt - 13 Sty 2002, 11:03

Użytkownik "Grażyna Leśniak" :

Zirytowałeś mnie. (...)



Aj tam, aj tam - silić się na interpretację każdy może (taka grupa).
Nie widzi, to nie widzi - luzik. Mnie natomiast wpienia miauczenie
(to jakby inna grupa).

dendryt


a_r - 13 Sty 2002, 11:05

Kot Behemot:

[...]
Osobiście jednak wole poezję bardziej nośną, mniej
zagmatwaną, bardziej obrazową.



Nośna: 'Strach' Marty plasuje się wzdłuż tej osi
w niesłychanie dalekich [w stronę plus nieskończoności ;)]
rejonach.

Zagmatwanie: w skali bezwględnej (ogółu wierszy) -- zero.
Wśród innych wierszy Marty [dodajmy: _ostatnich_] wyróżnia
się właśnie prostotą. Nic tu nie jest wykuglowane, wymyślone,
szaradziaste. Liniowa narracja węźląca czytelnika w kolejnych,
wprost po sobie następujących obrazach-metaforach pierwszej
czystości.

Obrazowość: jeśli dla Kota 'Strach' nie jest obrazowy,
to nie mamy o czym mówić -- Kot jest z Marsa.

a_r


Grażyna Leśniak - 13 Sty 2002, 11:29

 a_r :

Zagmatwanie: w skali bezwględnej (ogółu wierszy) -- zero.
Wśród innych wierszy Marty [dodajmy: _ostatnich_] wyróżnia
się właśnie prostotą. Nic tu nie jest wykuglowane, wymyślone,
szaradziaste. Liniowa narracja węźląca czytelnika w kolejnych,
wprost po sobie następujących obrazach-metaforach pierwszej
czystości.

Obrazowość: jeśli dla Kota 'Strach' nie jest obrazowy,
to nie mamy o czym mówić -- Kot jest z Marsa.



Otóż to. Otóż to. Perełka wśród ostatnich wierszy Marty.
OK. Kota zirytowalim, Martę zirytowalim, Was zirytowalim (bo się Wam
Marty ostatnie podobają), to jeszcze zirytujem wojtkaf, któremu też
się coś od życia należy: dopisuję się tutaj, bo "kobiety lubią brąz".

g.


a_r - 13 Sty 2002, 11:29

Grażyna Leśniak:

Otóż to. Otóż to. Perełka wśród ostatnich wierszy Marty.
OK. Kota zirytowalim, Martę zirytowalim, Was zirytowalim (bo się Wam
Marty ostatnie podobają) [...]



Entuzjastyczne "śliczności :)", powiadam Wam, znajdziecie
tylko pod 'Strachem', Mądra Kobieto ;).

a_r


Tomaszek - 13 Sty 2002, 11:30





STRACH



Nic mądrego nie napiszę, Psze. Po pierwsze - chyba trudno po
Przedmówcach. Po drugie: nie nadaję się. Tu i teraz szczególnie. A

z samego czytania.

T.


Tomaszek - 13 Sty 2002, 11:37





Otóż to. Otóż to. Perełka wśród ostatnich wierszy Marty.
OK. Kota zirytowalim, Martę zirytowalim, Was zirytowalim (bo się Wam
Marty ostatnie podobają),



Jesteś w wielkim błędzie co do tych Najostatniejszych.

T.


H. - 13 Sty 2002, 12:20

STRACH

Pani mówiła, że przyjdą
na ulicę Najdłuższych Kolejek -
z otworami zamiast uszu, nosów,
będą patrzeć w nasze otwory,
będą dziwić się naszym palcom,
naszym zębom, paznokciom, włosom...

Była wtedy ogromna i czarna -
unosiła połamane ręce
aż w pochmurność siwiejących kłaków,
otwierała usta by nas połknąć -
stadko wróbli zastygłe w pół lotu
nad tabliczką mnożenia bytów.

2002



faktycznie zero obrazów w tym wierszu "nic nie widzę, nic nie widzę".
Nie mogę się nadziwić pewnym sprzecznościom, ale ok... zapomnijmy o tym.
Nie ma w tym wierszu skonkretyzowanego obiektu strachu,
ponieważ nie jest nazwane, ale przecież nie musi, bo chodzi
przecież o sam fakt jego istnienia.Wiersz ten daje możliwości.
Ulica Najdłuższych Kolejek? Ulica z największą ilością ludzi (bytów)
choć nie jedynych jak się okazuje. "Istnieć" to znaczy "być postrzeganym"
w tym przypadku na ulicy Najdłuższych Kolejek. Jest to pewne odwołanie,
ale prawdziwe, ponieważ gdybyśmy nie byli postrzegani to byśmy nie
istnieli.
I tak się kółko zamyka, my obserwujemy ich, oni nas może w sposób bardziej
przenikliwy w związku z powyższym tekstem. I ta przenikliwość
budzi w nas strach. A to wszystko budzi we mnie zainteresowanie
i podobanie (niech tak zostanie).
pozdrawiam
Honorata


Marta Jermaczek - 13 Sty 2002, 14:05


Kot Behemot:

| Podziel się z nami, tym czego być może ja nie umiem docenić.

No to przeczytajmy to naiwnie. Bez sięgania w drugie dna
czy takie-tam. Po prostu.

      I teraz klucz, ten właściwy powód, dla którego "śliczności".
      Strach, jego powód (Obcy i podejrzenie, że my, dzieci, też
      należymy do jakiegoś gatanku Obcych) -- zostały zarysowane,
      nazwane, uzasadnione. I co robi Marta? Drąży dalej? Nie,
      pokazuje, jak ten strach wciela się w 'panią'. Na dwóch
      planach naraz.



Jeszcze raz dzięki, tym razem za lekcję mojego wiersza :) Podziwiam
(kolejny raz) skuteczność czytania.
Pozdrowienia
M.


Marta Jermaczek - 13 Sty 2002, 14:05


Użytkownik "Marta Jermaczek":

| STRACH

| Pani mówiła, że przyjdą (...)

Sympatyczna potworeska. Coś w stylu "Munch - dzieciom".
To wcale nie matma, prawda? Bo najgożej to było na religii.



Wtedy szkoła była bezkształtną, jednolitą plamą bez podziału na
przedmioty, a religii uczył wielki, czarny ksiądz w salkach
katechetycznych. A szkoła była malutka, wiejska, dzieci głównie
pegeerowskie, czyli prawie wszystkie takie same. Zaś pani - pani miała
rok do emerytury, niemieckie nazwisko i skłonność do wyrzucania przez
okno tornistrów, które za bardzo wystawały z wzorowego szeregu ławek.
Pozdrawiam :)
M.


Przyjaciel - 13 Sty 2002, 15:44

STRACH

Pani mówiła, że przyjdą
na ulicę Najdłuższych Kolejek -
z otworami zamiast uszu, nosów,
będą patrzeć w nasze otwory,
będą dziwić się naszym palcom,
naszym zębom, paznokciom, włosom...

Była wtedy ogromna i czarna -
unosiła połamane ręce
aż w pochmurność siwiejących kłaków,
otwierała usta by nas połknąć -
stadko wróbli zastygłe w pół lotu
nad tabliczką mnożenia bytów.

2002



Witaj.
Czytałem ten wiersz kilka razy
Mam mieszane uczucia.
Najpierw na nie:
- wiersz być może opisuje uczucie strachu  u dziecka,

(trafiona interpretacja z odwołaniem do dzieciństwa pl)
nie jest go  jednak w stanie,  "przekazać" u dorosłemu czytelnikowi.
Powód?
"...przyjdą
z otworami zamiast uszu, nosów"
- wybacz, wywołało na wstępie
odrobinę tandetne skojarzenia.
Takie potworki straszaki.
Otwory zamiast nosów, ust
- wydaje się znajome i oklepane
i już nie straszne.
W sumie to najgorszy moment
Twego wiersza.

Druga zwrotka (bez pierwszej)
budzi niepokój, owszem.
I tu przechodzimy  na tak:
"na ulicę Najdłuższych Kolejek"
 - to mocny element. To on spowodował
że wróciłem.
Skojarzenie - obrazki z kronik filmowych,
powieści, opowiadań:
ludzie czekający grzecznie w kolejkach
(tłumach) przy rampach kolejowych,
czekający na transport do.......
Wtedy inna optyka i palce, i zęby, i włosy
wszystko pasuje.Połamane ręce kogoś
kto przeczuwał, wiedział - pewnie
budził przerażenie - otwierał usta ...

Wiem, że nie trafione.
Właśnie z powodu tych uszu,
(jeszcze dało by się  uzasadnić
- nie słyszeć krzyków) ale nosy?

W sumie nieprzekonany
pozdrawia
p


Przyjaciel - 13 Sty 2002, 15:44

STRACH

Pani mówiła, że przyjdą
na ulicę Najdłuższych Kolejek -
z otworami zamiast uszu, nosów,
będą patrzeć w nasze otwory,
będą dziwić się naszym palcom,
naszym zębom, paznokciom, włosom...

Była wtedy ogromna i czarna -
unosiła połamane ręce
aż w pochmurność siwiejących kłaków,
otwierała usta by nas połknąć -
stadko wróbli zastygłe w pół lotu
nad tabliczką mnożenia bytów.

2002



Witaj.
Czytałem ten wiersz kilka razy
Mam mieszane uczucia.
Najpierw na nie:
- wiersz być może opisuje uczucie strachu  u dziecka,

(trafiona interpretacja z odwołaniem do dzieciństwa pl)
nie jest go  jednak w stanie,  "przekazać" u dorosłemu czytelnikowi.
Powód?
"...przyjdą
z otworami zamiast uszu, nosów"
- wybacz, wywołało na wstępie
odrobinę tandetne skojarzenia.
Takie potworki straszaki.
Otwory zamiast nosów, ust
- wydaje się znajome i oklepane
i już nie straszne.
W sumie to najgorszy moment
Twego wiersza.

Druga zwrotka (bez pierwszej)
budzi niepokój, owszem.
I tu przechodzimy  na tak:
"na ulicę Najdłuższych Kolejek"
 - to mocny element. To on spowodował
że wróciłem.
Skojarzenie - obrazki z kronik filmowych,
powieści, opowiadań:
ludzie czekający grzecznie w kolejkach
(tłumach) przy rampach kolejowych,
czekający na transport do.......
Wtedy inna optyka i palce, i zęby, i włosy
wszystko pasuje.Połamane ręce kogoś
kto przeczuwał, wiedział - pewnie
budził przerażenie - otwierał usta ...

Wiem, że nie trafione.
Właśnie z powodu tych uszu,
(jeszcze dało by się  uzasadnić
- nie słyszeć krzyków) ale nosy?

W sumie nieprzekonany
pozdrawia
p


Wlodzimierz Holsztynski - 13 Sty 2002, 16:20

STRACH

   Pani mówiła, że przyjdą
   na ulicę Najdłuższych Kolejek -
   z otworami zamiast uszu, nosów,
   będą patrzeć w nasze otwory,
   będą dziwić się naszym palcom,
   naszym zębom, paznokciom, włosom...

   Była wtedy ogromna i czarna -
   unosiła połamane ręce
   aż w pochmurność siwiejących kłaków,
   otwierała usta by nas połknąć -
   stadko wróbli zastygłe w pół lotu
   nad tabliczką mnożenia bytów.

Marta Jermaczek
2002



*****************

STRACH dziecinny i spojrzenie dziecka, to
jeden z najwdzieczniejszych wątkow w poezji.

Jestesmy (czytelnicy) wraz z dziecmi
na "ulicy Najdluzszych Kolejek" czyli
w przedszkolu, a moze w pierwszej klasie.
(Dlugie kolejki sa marzeniem raczej
chlopcow niz dziewczynek, ale i dziewczynkom
tak wlasnie moze sie kojarzyc przedszkole,
nawet gdy na kolejkach im nie zalezy).

"Najdluzsze Kolejki" sa swietne.  "Ulica"
niescalona, nieuzasadniona.  Nasuwaja sie:
Poczekalnia  Dworca Najdluzszych Kolejek,
ale nie wiem (no i trzeba to zmiescic
w ramach ram, dlugosci linijek).

Z odleglosci lat, i w poezji, wolno byc
troche niedokladnym, nawet niekonsekwentnym.
Druga czesc wiersza kojarzy sie ze szkola.
"Pani" zapowiedziala sprawdzian lekarski.
Przekazala to dzieciom w zwyklym jezyku, ale
zwykly jezyk to jezyk doroslych, stworow z obcego
swiata.  Wiec dzieci, przynajmniej niektore, sa
przejete, a nawet przestraszone, na ogol niegroznie,
oswiadczeniem Pani.

"... w nasze otwory" jest wada wiersza, ktora warto
naprawic. Straszace, nieprzyjemne, odpychajace
"Otwory" maja dorosli, a dzieci, dla dzieci,
maja po prostu usta, nosy, uszy...  Czyli
"... w nasze otwory"  jest sztuczne w wierszu, razi.
Niszczy logikę.

Ladna dwuczesciowa kompozycja. Ze zmiana jezyka
w drugiej zwrotce/czesci. Ladny obraz "Pani".
"Polamane" kojarzy sie z "zalamywaniem rak",
co zmiekcza drastycznosc zwrotu. Od strony obrazu
jest swietny.

Zakonczenie, jak to w wielu wierszach, jest
slabe -- wyswiechtane, bo nie uzasadnione
utworem, dane jest jakby inercyjnie, z obowiazku.
Klopot zaczyna sie od nieciekawego "zastygle
w pol lotu".  O ile jest tak na poziomie podstawowym
-- dzieci zastygly -- to jest zle na poziomie
doslownym, symbolu, bo wrobelki w locie nie
zastygaja, a juz na pewno nie stadko.  Wreszcie
ostatnie slowo: bytow, jest wstawione z potrzeby
wstawienia czegos wznioslego na koniec.  Trafilo sie,
jak zwykle, cos, co brzmi wyswiechtanie -- mamy
w utworze gromadke dzieci, ale nie byly rozroznione.
Ani nie bylo w utworze rozwarstwienia w czasie.
Mamy w nim pojedynczy epizod (i bardzo dobrze)!
Czyli na poziomie podstawowym liczba mnoga jest
nie ma tu nic do roboty. (Na poziomie doslownym, symbolu,
jest w porzadku, bo tabliczka przemnaza wiele rzeczy).

-Przede wszystkim- pisanie o bycie po przedstawieniu
pojedynczego epizodu bez wiekszych konsekwencji
dlugoterminowych itp., jest nieuzasadnione, psuje
charakter wiersza, rozbija go, odbierajac mu urok.
Jest NIE NA TEMAT.

Poza usunieciu wymienionych dwoch wad -- "otwory"
w odniesieniu do dzieci oraz zakonczenie -- utwor
ma potencjal byc bardzo dobrym, uroczym wierszem.
Na rec.arts.poems pewni autorzy zastrzegali sie
przed wierszem, dajac notke "wersja wstepna" (draft).
Czasem byly juz w dojrzalej formie. W danym wypadku,
jezeli Marcie zalezy na poezji (a nie tylko na poklasku),
to uraduje nas udoskonaloną prezentacją.
Warto go silniej scalic.  "Stadko wrobli" jest dobre,
naturalne (choc ograne), ale nieco izolowane.

Przesadne doszukiwanie sie i wstawianie wielu den jest
czestym, snobistycznym i dennym blefem na php, ktore
to doszukiwanie i wstawianie i blefowanie im
dluzsze, tym bardziej oddala od poezji, az sladu nie zostaje.
Szkoda tego utworu na takie glupstwa.  Ani nie ma co
wstawiac w niego science fiction, ani "glebokich filozofii",
bo ten uroczy i obrazowy utwor nie wytrzyma takiego
obciazenia.

-- Wlodek

PS. Autorka w innym liscie komentuje:

 Wtedy szkola byla bezksztaltna, jednolita plama bez podzialu na
 przedmioty, a religii uczyl wielki, czarny ksiadz w salkach
 katechetycznych. A szkola byla malutka, wiejska, dzieci glównie
 pegeerowskie, czyli prawie wszystkie takie same. Zas pani - pani miala
 rok do emerytury, niemieckie nazwisko i sklonnosc do wyrzucania przez
 okno tornistrów, które za bardzo wystawaly z wzorowego szeregu lawek.

Ma material na częsc 2.




--
============= P o l N E W S ==============
     archiwum i przeszukiwanie newsów
        http://www.polnews.pl


Marta Jermaczek - 13 Sty 2002, 16:26


Użytkownik "Marta Jermaczek"...

| STRACH

faktycznie zero obrazów w tym wierszu "nic nie widzę, nic nie widzę".
Nie mogę się nadziwić pewnym sprzecznościom, ale ok... zapomnijmy o tym.
Nie ma w tym wierszu skonkretyzowanego obiektu strachu,
ponieważ nie jest nazwane, ale przecież nie musi, bo chodzi
przecież o sam fakt jego istnienia.



Hm. Przecież jest i ona, i oni, wszyscy o nazwanych, konkretnych
cechach, czy nie wystarczająco straszni? ;)

Ulica Najdłuższych Kolejek? Ulica z największą ilością ludzi (bytów)
choć nie jedynych jak się okazuje. "Istnieć" to znaczy "być postrzeganym"
w tym przypadku na ulicy Najdłuższych Kolejek. Jest to pewne odwołanie,
ale prawdziwe, ponieważ gdybyśmy nie byli postrzegani to byśmy nie
istnieli.



Nie jestem pewna, czy dobrze zrozumiałam. Odbierasz "patrzenie" jako
postrzeganie, dostrzeganie, a więc - tworzenie? Może być i tak.

I tak się kółko zamyka, my obserwujemy ich, oni nas może w sposób bardziej
przenikliwy w związku z powyższym tekstem. I ta przenikliwość
budzi w nas strach. A to wszystko budzi we mnie zainteresowanie
i podobanie (niech tak zostanie).



Miło. Dzięki :)
M.


Marta Jermaczek - 13 Sty 2002, 16:26


Marta Jermaczek...

| STRACH

Nic mądrego nie napiszę, Psze. Po pierwsze - chyba trudno po
Przedmówcach. Po drugie: nie nadaję się. Tu i teraz szczególnie. A

z samego czytania.



Wiem. Przepraszam, że jest jak jest. I że nie ma słów.
Dziękuję. Bardzo.
M.


Marta Jermaczek - 13 Sty 2002, 16:26

Grażyna Leśniak:

 Marta Jermaczek :
| STRACH

Cud. Cudboski i cud pamięci.



Ale się cieszę :))

Cud pamięci stąd, że dorosły p.l. tak doskonale zapamiętał tamte
emocje. Cudboski, że dorosły p.l., który już wszystko rozumie i wie:
kto miał przyjść, dokąd i czy to w ogóle była prawda, zdołał się
powstrzymać przed powiedzeniem tego czytelnikowi. To właściwie
cudboski autorski, że autor nie stanął na wysokościach i nie
przekonuje czytelnika: zobacz,  jakie wtedy dzieci były naiwne.



Tylko ja wiem, jak niewiele brakuje mi czasem do przegadania,
przedobrzenia i przemoralizowania tych wierszy, które potem okazują się
dobre takie obcięte [na przykład "Dobranoc" miało na początku jeszcze
jedną zwrotkę pośrodku ;)]

Podoba mi się niesamowicie, szczególnie za:
- obraz pani, czarnej, ogromnej, z siwiejącymi kłakami - nawet jeśli
była w rzeczywistości drobną blondynką przed trzydziestką -
niefiltrowany przez późniejszą wiedzę, tylko naprawdę odtworzony z
tamtej emocji;



Przed trzydziestką nie była, bo uczyła jeszcze mojego ojca (jeśli już
konfrontujemy z rzeczywistością, może niepotrzebnie gadam, ale chyba
teraz już można). Najbardziej niesamowite, że przeczytał ten wiersz i
powiedział "Chyba wiem, o kim to jest!", chociaż obraz dorosły -
zupełnie inny. A wtedy mogła być przed trzydziestką.

(...)

- wiarygodność chwaloną już na początku, czyli
generalnie za wrażenie, że udostępniłaś swoje obecne umiejętności
językowe dziecku, które ich nie miało, a czuło dokładnie to, co Ty
dziś powiedziałaś - w efekcie czytelnik dostał zwerbalizowany wgląd w
niewerbalizowalne emocje - swoje niegdyś, swoich dzieci obecnie;
cholera wie, co ta pani naprawdę mówiła i zupełnie to nieważne: liczy
się, co wróbelki słyszały.



Strasznie się cieszę, że wyszło i że wszystko tak dobrze widać, że
wreszcie :)
Dziękuję. I dyg ;)
M.


Marta Jermaczek - 13 Sty 2002, 16:26

Grażyna:

 a_r :
| Zagmatwanie: w skali bezwględnej (ogółu wierszy) -- zero.
| Wśród innych wierszy Marty [dodajmy: _ostatnich_] wyróżnia
| się właśnie prostotą.
Otóż to. Otóż to. Perełka wśród ostatnich wierszy Marty.
(...) Martę zirytowalim,



A gdzie tam, przecież ja wiem, że tamte to tak sobie, z emocjonalnego
zatwardzenia, że brzydko porównam.
M.


Przyjaciel - 13 Sty 2002, 16:44


[...]
| Użytkownik "Marta Jermaczek":



[...]

Tylko jedno pytanie, odnośnie Twojej odpowiedzi.
- co znaczy:
dzieci głównie  pegeerowskie, czyli prawie wszystkie takie same.



co znaczy?
p

Grażyna Leśniak - 13 Sty 2002, 16:46

 Tomaszek :

Grażyna Leśniak :
| Otóż to. Otóż to. Perełka wśród ostatnich wierszy Marty.
| OK. Kota zirytowalim, Martę zirytowalim, Was zirytowalim (bo się
Wam
| Marty ostatnie podobają),
Jesteś w wielkim błędzie co do tych Najostatniejszych.



Z racji miejsca ucięcia cytatu i "naj" nie rozumiem.
Jestem " w wielkim błędzie":
a) co do arowego podobania?
b) co do "najostatniejszych" niepublikowanych tu jeszcze?
c) co do ostatnich publikowanych tu?

Jeśli a) to już nie jestem; jeśli b), to czekam niecierpliwie, żeby
się przekonać, że jestem; jeśli c) to nie jestem i nie zgodzę się, że
jestem. I nie uzasadnię.

g.


Grażyna Leśniak - 13 Sty 2002, 17:12

Wlodzimierz Holsztynski:

|    Pani mówiła, że przyjdą
|    na ulicę Najdłuższych Kolejek -
|    z otworami zamiast uszu, nosów,
|    będą patrzeć w nasze otwory,
|    będą dziwić się naszym palcom,
|    naszym zębom, paznokciom, włosom...

|    Była wtedy ogromna i czarna -
|    unosiła połamane ręce
|    aż w pochmurność siwiejących kłaków,
|    otwierała usta by nas połknąć -
|    stadko wróbli zastygłe w pół lotu
|    nad tabliczką mnożenia bytów.
"Najdluzsze Kolejki" sa swietne.  "Ulica"
niescalona, nieuzasadniona.



To pani mówiła, jej się trzeba czepiać za niescalenie.

"... w nasze otwory" jest wada wiersza, ktora warto
naprawic. Straszace, nieprzyjemne, odpychajace



Spójrz na tytuł.

"Otwory" maja dorosli, a dzieci, dla dzieci,
maja po prostu usta, nosy, uszy...  Czyli
"... w nasze otwory"  jest sztuczne w wierszu, razi.
Niszczy logikę.



Buduje logikę. Pani powiedziała, że ci, co przyjdą będą mieli "otwory
zamiast...". Skojarzenie, że "my" też je mamy, tylko inaczej niż "oni"
jest bardzo silnym punktem wiersza. To, że zainteresują się naszą
innością dokładnie tak, jak my ich - też w pełni logiczne i naturalne.

Zakonczenie, jak to w wielu wierszach, jest
slabe -- wyswiechtane, bo nie uzasadnione
utworem, dane jest jakby inercyjnie, z obowiazku.
Klopot zaczyna sie od nieciekawego "zastygle
w pol lotu".  O ile jest tak na poziomie podstawowym
-- dzieci zastygly -- to jest zle na poziomie
doslownym, symbolu, bo wrobelki w locie nie
zastygaja, a juz na pewno nie stadko.



A tego, jak Chińczycy wróble wytępili strachem nie pamiętasz?

 Wreszcie
ostatnie slowo: bytow, jest wstawione z potrzeby
wstawienia czegos wznioslego na koniec.  Trafilo sie,
jak zwykle, cos, co brzmi wyswiechtanie -- mamy
w utworze gromadke dzieci, ale nie byly rozroznione.
Ani nie bylo w utworze rozwarstwienia w czasie.
Mamy w nim pojedynczy epizod (i bardzo dobrze)!
Czyli na poziomie podstawowym liczba mnoga jest
nie ma tu nic do roboty.



Jest całkowicie uzasadniona dwojakimi bytami w wierszu: "my" i "oni".
To nie jest liczba mnoga?

-Przede wszystkim- pisanie o bycie po przedstawieniu
pojedynczego epizodu bez wiekszych konsekwencji
dlugoterminowych itp., jest nieuzasadnione, psuje
charakter wiersza, rozbija go, odbierajac mu urok.
Jest NIE NA TEMAT.



[...]

Bezpodstawne czepianie się. "Konsekwencje długoterminowe" to chociażby
to, że po latach ktoś opisuje taki epizod. A pisanie o bycie, gdy się
przeżywa rozterkę ontologiczną, jest jedynym logicznym uzasadnieniem.

Co Ci się spodobało, skoro chcesz skłonić autorkę do usunięcia
najważniejszych elementów? Ma zostać "uroczy wiersz"...o strachu???

g.

g.


Grażyna Leśniak - 13 Sty 2002, 17:38

 Przyjaciel :
[...]

(trafiona interpretacja z odwołaniem do dzieciństwa pl)
nie jest go  jednak w stanie,  "przekazać" u dorosłemu czytelnikowi.
Powód?
"...przyjdą
z otworami zamiast uszu, nosów"
- wybacz, wywołało na wstępie
odrobinę tandetne skojarzenia.
Takie potworki straszaki.
Otwory zamiast nosów, ust
- wydaje się znajome i oklepane
i już nie straszne.



[...]

A gdyby Ci się przyśniło, że to Ty nie masz nosa, nie masz ust?
Gdybyś we śnie zobaczył i uwierzył? Nie byłoby straszne?
Gdybyś zobaczył, jak COŚ włazi w Twoje otwory? Coś takiego bez  ust  i
nosa? I dotykałoby Cię badawczo? Oklepane i niestraszne?

Wiesz, że małe dzieci odrzucają inne dzieci o zniekształconych
ciałach? Że kurowane na nowotwory trudno przekonać, że wychodzące
włosy nie są początkiem Przemiany  w Potwora?

Uwierz autorce, że to dzieci słuchają i słyszą - nie Ty, dorosły i
opatrzony z "potworkami". Czego się bałeś w dzieciństwie? Pamiętasz?

g.


Wlodzimierz Holsztynski - 13 Sty 2002, 17:40

g.  g.  (patrza na koniec jej wypowiedzi :-) czyli Grazyna:

Wlodzimierz Holsztynski:

|    Pani mówiła, że przyjdą
|    na ulicę Najdłuższych Kolejek -
|    z otworami zamiast uszu, nosów,
|    będą patrzeć w nasze otwory,
|    będą dziwić się naszym palcom,
|    naszym zębom, paznokciom, włosom...

|    Była wtedy ogromna i czarna -
|    unosiła połamane ręce
|    aż w pochmurność siwiejących kłaków,
|    otwierała usta by nas połknąć -
|    stadko wróbli zastygłe w pół lotu
|    nad tabliczką mnożenia bytów.

|                      Marta Jermaczek
|                          2002
| "Najdluzsze Kolejki" sa swietne.  "Ulica"
| niescalona, nieuzasadniona.

To pani mówiła, jej się trzeba czepiać za niescalenie.



Nalezy "czepiac sie" (jak to slodko ujmujesz) autora,
a nie "Pani".  Wiersz to nie przypadkowa fotografia,
lecz artystyczna, z filtrem.

| "... w nasze otwory" jest wada wiersza, ktora warto
| naprawic. Straszace, nieprzyjemne, odpychajace

Spójrz na tytuł.



Efekty powinny byc autentyczne, a nie recznie robione.
Strach nie pochodzi z wygladu dzieci, tylko z wygladu
doroslych w oczach dziecka, przy zoomie.

| "Otwory" maja dorosli, a dzieci, dla dzieci,
| maja po prostu usta, nosy, uszy...  Czyli
| "... w nasze otwory"  jest sztuczne w wierszu, razi.
| Niszczy logikę.

Buduje logikę.



Nie wolno budowac logiki.  Logika ma BYC.

Pani powiedziała, że ci, co przyjdą będą mieli "otwory
zamiast...". Skojarzenie, że "my" też je mamy, tylko inaczej
niż "oni" jest bardzo silnym punktem wiersza. To, że
zainteresują się naszą innością dokładnie tak, jak my ich
- też w pełni logiczne i naturalne.



Lipna Twoja logika.  Niszczy to utwor.  Dzieci nie odczuwaja
swoich dziurek od nosa, malutkich, jak "otworow" doroslych,
i bledem bylo te dwie rzeczy w wierszu zrownac. Nie ma
potrzeby odbiegac od prawdy.  Lepiej, gdy utworowi sie bez
wahania wierzy.

| Zakonczenie, jak to w wielu wierszach, jest
| slabe -- wyswiechtane, bo nie uzasadnione
| utworem, dane jest jakby inercyjnie, z obowiazku.
| Klopot zaczyna sie od nieciekawego "zastygle
| w pol lotu".  O ile jest tak na poziomie podstawowym
| -- dzieci zastygly -- to jest zle na poziomie
| doslownym, symbolu, bo wrobelki w locie nie
| zastygaja, a juz na pewno nie stadko.

A tego, jak Chińczycy wróble wytępili strachem nie pamiętasz?



A Lewandowskiego znasz?

|  Wreszcie
| ostatnie slowo: bytow, jest wstawione z potrzeby
| wstawienia czegos wznioslego na koniec.  Trafilo sie,
| jak zwykle, cos, co brzmi wyswiechtanie -- mamy
| w utworze gromadke dzieci, ale nie byly rozroznione.
| Ani nie bylo w utworze rozwarstwienia w czasie.
| Mamy w nim pojedynczy epizod (i bardzo dobrze)!
| Czyli na poziomie podstawowym liczba mnoga jest
| nie ma tu nic do roboty.

Jest całkowicie uzasadniona dwojakimi bytami w wierszu:
"my" i "oni". To nie jest liczba mnoga?



Po przekonywaniu czasami sie zgadzam.
Tu tez moge przyjac, ze dzici i pojawiajacy sie
dorosli, to te byty z zakonczenia.  Zgodzilbym sie,
jak bywalo w przeszlosci, i co z tego?  Dalej
(poprzedni) tekst nie uzasadnil takiego
transcendentalnego zakonczenia.  Ale troche,
owszem, zachwialas mna.

| -Przede wszystkim- pisanie o bycie po przedstawieniu
| pojedynczego epizodu bez wiekszych konsekwencji
| dlugoterminowych itp., jest nieuzasadnione, psuje
| charakter wiersza, rozbija go, odbierajac mu urok.
| Jest NIE NA TEMAT.
[...]

Bezpodstawne czepianie się.



Slodka jestes.

"Konsekwencje długoterminowe" to chociażby
to, że po latach ktoś opisuje taki epizod.
A pisanie o bycie, gdy się
przeżywa rozterkę ontologiczną, jest jedynym
logicznym uzasadnieniem.



Nie zachwialas mna.

Co Ci się spodobało, skoro chcesz skłonić
autorkę do usunięcia najważniejszych elementów?



Co TOBIE sie w wierszu spodobalo, jezeli
za jego najwazniejsze elementyu uwazasz jego usterki?

Ma zostać "uroczy wiersz"...o strachu???



Czy nalezy dodawac papke, zeby wiersz wypelnic?

Grazyno, nie chce mi sie tak "dyskutowac".
Jezeli nie chcesz moich odpowiedzi, to pisz tak
dalej. Ja tak sie bawic nie bede, a klac na Ciebie
nie chce.

g.

g.



Pozdrawiam,

    Wlodek

    Wlodek

(a co ja, gorszy? :-)




--
============= P o l N E W S ==============
     archiwum i przeszukiwanie newsów
        http://www.polnews.pl


Marta Jermaczek - 14 Sty 2002, 02:49


Użytkownik "Marta Jermaczek"...

| STRACH
Druga zwrotka (bez pierwszej)
budzi niepokój, owszem.
I tu przechodzimy  na tak:
"na ulicę Najdłuższych Kolejek"
 - to mocny element. To on spowodował
że wróciłem.
Skojarzenie - obrazki z kronik filmowych,
powieści, opowiadań:
ludzie czekający grzecznie w kolejkach
(tłumach) przy rampach kolejowych,
czekający na transport do.......
Wtedy inna optyka i palce, i zęby, i włosy
wszystko pasuje.Połamane ręce kogoś
kto przeczuwał, wiedział - pewnie
budził przerażenie - otwierał usta ...



Mam nadzieję, że to nie musi być wiersz o tym. Tyle jest różnych innych
obcości, niemożliwości, strachów. Ale przecież dobrze kojarzysz.
Pozostawiam
dowolność, boję się przeciążać.
M.


Asasello - 14 Sty 2002, 03:01


STRACH

Pani mówiła, że przyjdą
na ulicę Najdłuższych Kolejek -
z otworami zamiast uszu, nosów,
będą patrzeć w nasze otwory,
będą dziwić się naszym palcom,
naszym zębom, paznokciom, włosom...



grafika sf,
2002 też jakby pasuje ;)

Była wtedy ogromna i czarna -
unosiła połamane ręce
aż w pochmurność siwiejących kłaków,
otwierała usta by nas połknąć -
stadko wróbli zastygłe w pół lotu
nad tabliczką mnożenia bytów.

2002



dziś śnił mi się ten wiersz - nastraszyłaś :)
- gratuluję

a.


Wlodzimierz Holsztynski - 14 Sty 2002, 03:40

Ja troche niefortunnie (moze mylaco) przelamalem
linijke i na dodatek wpakowala mi sie duza litera
-- skutek szybkiego pisania, edytowania bez dostatecznego
sprawdzania. A Ty Grazyno wrecz rozbilas moj cytat
w srodku zdania, zmieniajac nieco sens tego co

| "... w nasze otwory" jest wada wiersza, ktora warto
| naprawic. Straszace, nieprzyjemne, odpychajace

Spójrz na tytuł.



Zdanie u mnie, wg intencji brzmialo:

"... w nasze otwory" jest wada wiersza, ktora warto
naprawic. Straszace, nieprzyjemne, odpychajace "otwory"
maja dorosli, a dzieci, dla dzieci,
maja po prostu usta, nosy, uszy...

Niepotrzebnie oslabilo to dyskusje.  Niepotrzebnie,
bo tekst wiersza jest taki jaki jest, niezaleznie
od moich literowek.

| "Otwory" maja dorosli, a dzieci, dla dzieci,
| maja po prostu usta, nosy, uszy...  Czyli
| "... w nasze otwory"  jest sztuczne w wierszu, razi.
| Niszczy logikę.



-- Wlodek


Kot Behemot - 14 Sty 2002, 04:08

 Kot Behemot :

| "pani mowiła" to niekoniecznie wspomnienie odległe,
| tak dzieci mówią,
| gdy po przyjściu ze szkoły opowiadają rodzicom
| wydarzenia teraźnejsze.

Ale o "tabliczkach mnożenia bytów" nie mówią.

| Bardzo enigmatyczne, ale czy mozna to uznać, za środek
| wyrazu budujacy  emocje lub refleksje?

Trzeba. Bo widać, że nim jest.

| Zwróć uwagę, że "pani" pisane jest mała literą.
| Dlaczego?

A może czytelnik by czytał, zamiast zmyślać?
Gdzie czytelnik widzi tę "małą literę"?

| Pani mówiła, że przyjdą

Zirytowałeś mnie. Jak można poważnie rozmawiać z kimś, kto nie  w i d
z i  tekstu, a kusi się o jego interpretację?



Fakt, trochę dałem ciała :"-(
Ale to nie zmienia mojej opinii, problem tkwi jedynie w uzasadnieniu,
którego wczoraj nijak nie mogłem wyartykułować:-) Przepraszam. :-)

Kot Behemot Miauuuu


Marta Jermaczek - 14 Sty 2002, 04:33



| STRACH

grafika sf,
2002 też jakby pasuje ;)



;)
Rok samych dwójek i zer. U mnie również w papierach ;)

dziś śnił mi się ten wiersz - nastraszyłaś :)
- gratuluję



Bardzo mi przykro i bardzo się cieszę :)
Pozdrowienia
M.


sylwan - 14 Sty 2002, 04:53

Czy w tym ogonie chodzi jeszcze o wiersz ? Czy już o coś innego? Coraz
bardziej mi się tu podoba
Pozdrawiam
Sylwan

marco - 14 Sty 2002, 05:29

STRACH

Pani mówiła, że przyjdą
na ulicę Najdłuższych Kolejek -
z otworami zamiast uszu, nosów,
będą patrzeć w nasze otwory,
będą dziwić się naszym palcom,
naszym zębom, paznokciom, włosom...

Była wtedy ogromna i czarna -
unosiła połamane ręce
aż w pochmurność siwiejących kłaków,
otwierała usta by nas połknąć -
stadko wróbli zastygłe w pół lotu
nad tabliczką mnożenia bytów.

2002



Wystarczy podstawić za "Panią" "Krzyk" Muncha i wszystko jasne:
"połamane ręce", "otwory zamiast", "pochmurność siwiejących kłaków".
Wiersz podoba mi się i nieodparcie kojarzy właśnie z dłuuuugim mostem
i krzyczącą na nim Kobietą (zwłaszcza druga część)

Pozdrawiam
marco


przyjaciel - 14 Sty 2002, 06:17



| Użytkownik "Marta Jermaczek"...

| STRACH

| Druga zwrotka (bez pierwszej)
| budzi niepokój, owszem.
| I tu przechodzimy  na tak:
| "na ulicę Najdłuższych Kolejek"
|  - to mocny element. To on spowodował
| że wróciłem.
| Skojarzenie - obrazki z kronik filmowych,
| powieści, opowiadań:
| ludzie czekający grzecznie w kolejkach
| (tłumach) przy rampach kolejowych,
| czekający na transport do.......
| Wtedy inna optyka i palce, i zęby, i włosy
| wszystko pasuje.Połamane ręce kogoś
| kto przeczuwał, wiedział - pewnie
| budził przerażenie - otwierał usta ...

Mam nadzieję, że to nie musi być wiersz o tym. Tyle jest różnych
innych
obcości, niemożliwości, strachów. Ale przecież dobrze kojarzysz.
Pozostawiam
dowolność, boję się przeciążać.



Wiersz nie musi, bo nie jest.
Nie kojarzę dobrze - bo nie odkryłem.
A dowolność miła i cudowa
- ale jak nie ma pod ręką autora.

p


Heniu - 14 Sty 2002, 08:06

STRACH

Pani mówiła, że przyjdą
na ulicę Najdłuższych Kolejek -
z otworami zamiast uszu, nosów,
będą patrzeć w nasze otwory,
będą dziwić się naszym palcom,
naszym zębom, paznokciom, włosom...

Była wtedy ogromna i czarna -
unosiła połamane ręce
aż w pochmurność siwiejących kłaków,
otwierała usta by nas połknąć -
stadko wróbli zastygłe w pół lotu
nad tabliczką mnożenia bytów.



Marto, dołączam się do achów.
Bardzo mi się.

Zwłaszcza najeżenie tego wiersza dziurami.

Pozdrowionka
Heniu


testuj sie - 14 Sty 2002, 10:18

Użytkownik "Marta Jermaczek" :
STRACH

Pani mówiła, że przyjdą
na ulicę Najdłuższych Kolejek -
z otworami zamiast uszu, nosów,
będą patrzeć w nasze otwory,
[...]



-----------------------
problematyczna jest 'ulica Najdłuższych kolejek'
a_ry wola ja okrążać,
Włodek znajduje ciekawe rozwiązanie - kolejki elektryczne (w przedszkolu),
moje skojarzenia, uparcie pozostają przy stanie wojennym i wychodza na
ulicę, tą prawdziwą, prowokują 'okutanych' zomowców, w hełmach i maskach,
legitymujących, 'naćpanych', z bronia palną w opuszczonej ręce,
dalej - problemem staje sie wrona, połamana, pani-strach_na_ludzi,
(i dziwi mnie obecność dzieci) wiersz staje sie nieprzejrzysty,
cos z tą ulicą jest nie w porządku, jak ta drzazga w ławce, lepiej nie
siadać,
owszem - po odczytaniu komentarzy wiersz zaczyna się podobać, nawet bardzo,
ale co z tą ulicą ? (ciągle wyprowadza na manowce ;-)

r

ps
moje odczytanie wiersza, jak cień kładzie się na wierszu Marty,
tym razem to źle; a wszystko przez 'ulicę',
(czyzbym był jakos wewnętrznie okaleczony?)
poniżej wariacja (nie ma obowiązku czytac, Marto ;-)
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.

STRACH

Pan w telewizji mówił, że przyjdą
na ulicę Najdłuższych Kolejek -
z otworami zamiast uszu, nosów,
będą patrzeć w nasze otwory,
będą dziwić się naszym palcom,

Była wtedy ogromna i czarna -
unosiła połamane ręce
otwierała usta by nas połknąć -
stadko wróbli zastygłe w pół lotu
nad kwantowym modelem atomu wodoru

jest w tym różnica jednego pokolenia (albo połowy)?


rumczajs - 14 Sty 2002, 10:48

Użytkownik "testuj sie"

oczywiście nie chodzi o przebieranki
lecz zmiane Dialogu na TPSA
modemu
Vogla na TPnet
(że zgasł prąd już nie powiem)

rumczajs


wilczysko - 14 Sty 2002, 11:02


STRACH



[...]

Nie potrzebujesz, Marto moich laurek i zachwytów. To jeden z
najlepszych wierszy. Najlepszych jakie czytałem.
w.


Anna pa,pa. - 14 Sty 2002, 11:31

Marta
------------
[..]

stadko wróbli zastygłe w pół lotu
nad tabliczką mnożenia bytów.



hm. cóż dodać, by uświetnić bardziej..
niektóre wiersze są jak popłuczyny po trynidadzkim kakao,
inne jak skorupki jajek rozdrobnione pod prześcieradłem
(na moment przed położeniem); a Twoje
a Twoje niczym - honoraria, Popielec albo obrót ciał najbardziej
niebieskich.

znaczy lubię.

;-) Anna pa,pa


Grażyna Leśniak - 14 Sty 2002, 11:40

 Wlodzimierz Holsztynski:
[...]
Nie zlekceważyłam i nie odpuszczę :)
Tylko policzyłam, że jeżeli do czwartku nie będę jadła, spała,
pracowała, to może zdążę zrobić to, co zrobić muszę. Poczekaj na mnie,
dobrze?

g.


WM - 14 Sty 2002, 11:56

Marta Jermaczek:

Pani mówiła, że przyjdą
na ulicę Najdłuższych Kolejek -



   Nie wiedzieć czemu ulica Najdłuższych Kolejek kojarzy
mi się z ulicą, na której stoją dwie kolejki: do nieba i do piekła.

z otworami zamiast uszu, nosów,
będą patrzeć w nasze otwory,
będą dziwić się naszym palcom,
naszym zębom, paznokciom, włosom...



   Irracjonalny strach ma dwa oblicza. Jedno z nich to
dziecięce. Śmiejemy się z tego później, ale w dorosłych
snach strach znowu bywa irracjonalny. To drugie oblicze.

Była wtedy ogromna i czarna -
unosiła połamane ręce
aż w pochmurność siwiejących kłaków,
otwierała usta by nas połknąć -
stadko wróbli zastygłe w pół lotu
nad tabliczką mnożenia bytów.



   Istna malowana wiedźma. Tabliczka mnożenia bytów
dobrze miesza w myślach.

Pozdrowienia


marco - 15 Sty 2002, 07:53

| Zirytowałeś mnie. Jak można poważnie rozmawiać z kimś, kto nie  w i d
| z i  tekstu, a kusi się o jego interpretację?

Fakt, trochę dałem ciała :"-(
Ale to nie zmienia mojej opinii, problem tkwi jedynie w uzasadnieniu,
którego wczoraj nijak nie mogłem wyartykułować:-) Przepraszam. :-)

Kot Behemot Miauuuu



Kot Behemot i "Strachy na Lachy".
------------------------------------

Wcale nie dałeś ciała, po prostu miałeś wątpliwości, takie same jak Włodek
odnośnie "stadka wróbli zastygłego w pół lotu" i "tabliczki mnożenia bytów".
Niestety - skarcony - zająłeś pozycję defensywną. Grażyna i a_r okazali się dla Ciebie
Kimś podobnym, jak dla Peela owa "Pani" z wiersza. Zauważasz? :)

A miałeś prawo powątpiewać.
Sądząc z drugiej zwrotki PeeL jest człowiekiem dorosłym, bo pisze o swojej "Pani"
w czasie przeszłym: "Była WTEDY ogromna i czarna".
Była - a więc: NIE JEST!  (strachy na lachy).
I tu nasuwa się wątpliwość Włodka: skoro PeeL stał się człowiekiem rozumnym i świadomym
to nie mogło mieć miejsca "stadko wróbli zastygłe w pół lotu".
Tamten młody, dziecinny PeeL, jeden z wróbelków stadka zatrzymanego w pół drogi,
 nie miał prawa już nigdzie dolecieć. Metafora jest chybiona. Chyba, że zmienimy tytuł na
"Strachy na Lachy" :)

Pani mówiła, że przyjdą
na ulicę Najdłuższych Kolejek -
z otworami zamiast uszu, nosów,
będą patrzeć w nasze otwory,
będą dziwić się naszym palcom,
naszym zębom, paznokciom, włosom...

Była wtedy ogromna i czarna -
unosiła połamane ręce
aż w pochmurność siwiejących kłaków,
otwierała usta by nas połknąć -
stadko wróbli zastygłe w pół lotu
nad tabliczką mnożenia bytów.

Z kolei ja, uważam "ulicę Najdłuższych Kolejek" za najsłabszy punkt wiersza.
Skoro Autorka sama poszła na polisemię, pozwalającą na przypisanie wielu sensów do
"ulicy Najdłuższych Kolejek", to nie można mieć pretensji do Czytelnika o
niezależny od Niej odbiór wiersza. Oczywiście, sens kontekstowy nieco zawęża krąg
możliwych interpretacji co pięknie widać w fragmencie wiersza  wilczyska "Wilk morski":

aksamitne szkatułki
bursztynowe inkluzje
koty uwalniają się
z butelek

Wszystkie wersy osadzone są w kontekście marynistycznym, i tak:
"aksamitne szkatułki" - można domyśleć się, że na zewnątrz wysadzane muszelkami, skoro położone są obok
"bursztynowych inkluzji". W kontekście całego wiersza ("horyzont", "czoło fali") owe "koty
uwalniające się z butelek" są zapewne niczym innym, jak kotwiczkami małych okręcików zamkniętych
w butelkach wiszących pod sufitem.
(Przepraszam Autora :) za posłużenie się Jego wierszem w celu zobrazowania sensu kontekstowego
ale był dla mnie doskonałym przykładem)

Marta, "ulicę Najdłuższych Kolejek" uczyniła kluczowym elementem, sercem semantycznym wiersza, sama pozwalając na jego
dowolną interpretację, która będzie rzutować na cały wiersz. Jedynie z kontekstu drugiej zwrotki wynika,
że coś było ale nie jest.
I tak, "ulica Najdłuższych Kolejek" kojarzy mi się osobiście z ulicą na której
jest obskurna knajpa. Jakaś Pani, dorwała dorastających chłopców podczas smakowania
pierwszej w życiu butelki wina "Gólczas" na ławce w parku. Sama, była alkoholiczka wyciągnięta
w ostatniej chwili z nałogu przez Marka Kotańskiego, dobrze wiedziała, czym to grozi!
Stąd te opisy delirium, ludzie z otworami, tak przecież ważnymi dla wlewania przez nie do środka denaturatu,
wody brzozowej, aż do ostatniej kolejki borygo. Stąd sama wyglądała jak postać wyciągnięta z własnego delirium.
Taką interpretację uzasadnia też dowolność
"tabliczki mnożenia bytów", gdzie byt darwinowski oznacza walkę o swoje miejsce w hierarchii społeczeństwa,
w której, jak wiadomo, alkoholik zajmuje jedno z ostatnich lokat rankingowych.
Sądząc z czasu przeszłego ("była wtedy") i punktu odniesienia PeeLa
("stadko wróbli zastygłe w pół lotu nad tabliczką mnożenia bytów") będącego jednym z wróbli - utknął on
w połowie drogi. Bytuje dziś jako tako, nie będąc ani alkoholikiem ani abstynentem co jest, jak wiemy
z własnego doświadczenia: wkurzające dla wszystkich, a już najbardziej dla najbliższej rodziny.

Może moja interpretacja jest też wkurzająca dla pozostałych, ale jest tak samo prawdziwa.
Wiadomo, że krytycy znający autora "bardziej osobiście" odbierają wartość jego twórczości
w rozumieniu społeczno-kontekstowym. Skojarzenia, choć z pozoru naturalne i spontaniczne, zawsze
zdradzają środowisko i intencje ale przede wszystkim - nastawienie do swojego "rozmówcy".
Są to tak zwane pozasemantyczne skojarzenia pochodzenia naturalnego. Zatem treść
wiersza będzie odbierana na podstawie skojarzeń poprzez przyległość, gdzie nabiera
charakterystycznego dla istniejącego pomiędzy czytelnikiem - autorem zabarwienia.
Dlatego,  "ulica Najdłuższych Kolejek" może kojarzyć się komuś z przedszkolem, drugiemu z czymś tak wyniosłym,
jak kolejka do Nieba. Tymczasem, trzeci, wiedzący o autorze, że jest starym, ochrypniętym wieloletnim
pijusem - zapewne odczyta "ulicę Najdłuższych Kolejek" jako ostatnie miejsce pobytu  tegoż przed
trafieniem do schroniska "Monaru".
Jeżeli wiersz pozwala na dowolność, każdy może zinterpretować go po SWOJEMU a wołanie do niego,
że nie czuje bluesa jest wołaniem o pomstę do nieba
(patrz: S.Ullmann "The Principles of Semantics", T. Todorov "Recherches semantiques", wojtekf  "wątek o Czyczu" i
"Powiedz mi koterio", A.Rey "La lexicologie").
Dawno temu, Kartezjusz, wzorując się zresztą na Arystotelesie pisał, że  gdyby ktoś umiał należycie
wyjaśnić proste idee tkwiące w ludzkiej wyobraźni a następnie zostałyby one przez wszystkich przyjęte -
można byłoby wówczas liczyć na stworzenie powszechnego języka w nauce,  mowie i piśmie.
Niemożliwością byłoby popełnić wówczas pomyłkę interpretacyjną. Znaczy to, że piszący byłby
stuprocentowo zrozumiany przez czytającego. Osobiście myślę, że wielu Poetów straciłoby
olbrzymi atut niezrozumienia, za którym chowają prostactwo duchowe zasłaniając je
tarczą zawiłych metafor i skojarzeń i przyciągając ćmy ludzkie szukające w nich jakiegokolwiek (własnego) sensu.
Na koniec, opracowana przeze mnie (Zurych, 2000) "Tablica semiologiczna niutoNa", co prawda niepełna jako
całokształt struktury powierzchniowej (z wieloma brakującymi klatkami) ale wystarczająca do unaocznienia
nomenklatury semantycznej tych samych słów odbieranych przez odbiorców poszczególnych środowisk i obozów
z uwzględnieniem danej chwili:

słowo                      OSIOŁ                         KROWA                          ŚWINIA
-------------------------------------------------------------------------------------

ROLNIK                 weterynarz                   mleko                               nieopłacalne

RZEŹNIK                 salami                         wołowe                            wieprzowina

ROBOTNIK              tyrający                     moja zrzędząca                   szef
                                  za darmo                   stara

CZYTELNIK           epitet użyty przez         metafora niemieckiego         dzika żona
PRZYCHYLNY      autora dla                     miotacza min, pozbawiona   podmiotu lirycznego
                                  wzmocnienia              pierwotnej motywacji
                                   plastiki przekazu

CZYTELNIK                autoportret?                 dużo ryczy (pisze)         raczej: Wieprz
NIEPRZYCHYLNY                                         mało mleka daje
                                                                   (niewiele z tego wynika)

LAIK                    ja, bo nic z tego              coś do szamania?                       kiepski
                             nie kapuję

Jak widać:
ten sam LAIK umie posługiwać się grypserką więzienną, natomiast grypserka liryczna jest dla niego
językiem pojebańców i ciot. O ile pierwsza została stworzona przez zesłańców politycznych jako szyfr
dla pilnujących ich w obozach pracy klawiszy, to ta druga ma oddzielić zwykłego czytelnika od zrozumienia tego,
że Poeta i Krytyk wcale ale to wcale nie jest mądrzejszy od niego.
Obydwie grypserki ulegają bezustannej modyfikacji w celu utrudnienia połapania się przez "ludzi z zewnątrz"
o co tak naprawdę chodzi (biega).

Pozdrawiam ;)
nN


przyjaciel - 15 Sty 2002, 08:13




| Zirytowałeś mnie. Jak można poważnie rozmawiać z kimś, kto nie
w i d
| z i  tekstu, a kusi się o jego interpretację?

| Fakt, trochę dałem ciała :"-(
| Ale to nie zmienia mojej opinii, problem tkwi jedynie w
uzasadnieniu,
| którego wczoraj nijak nie mogłem wyartykułować:-) Przepraszam.
:-)

| Kot Behemot Miauuuu

Kot Behemot i "Strachy na Lachy".
------------------------------------

Wcale nie dałeś ciała, po prostu miałeś wątpliwości, takie same
jak Włodek
odnośnie "stadka wróbli zastygłego w pół lotu" i "tabliczki
mnożenia bytów".
Niestety - skarcony - zająłeś pozycję defensywną. Grażyna i a_r



okazali się dla Ciebie
Kimś podobnym, jak dla Peela owa "Pani" z wiersza. Zauważasz? :)
[...]
Obydwie grypserki ulegają bezustannej modyfikacji w celu



utrudnienia połapania się przez "ludzi z zewnątrz"

o co tak naprawdę chodzi (biega).



O niutoNie wielkiś jest Ty
i Twa tablica (niekoniecznie dosłownie - patrz wyżej)
p


wojtekf - 15 Sty 2002, 08:26


słowo                      OSIOŁ                         KROWA
ŚWINIA
-------------------------------------------------------------------------------------

ROLNIK                 weterynarz                   mleko
nieopłacalne

RZEŹNIK                 salami                         wołowe
wieprzowina

ROBOTNIK              tyrający                     moja zrzędząca                   szef
                                  za darmo                   stara

CZYTELNIK           epitet użyty przez         metafora niemieckiego         dzika żona
PRZYCHYLNY      autora dla                     miotacza min, pozbawiona   podmiotu
lirycznego
                                  wzmocnienia              pierwotnej motywacji
                                   plastiki przekazu

CZYTELNIK                autoportret?                 dużo ryczy (pisze)         raczej:
Wieprz
NIEPRZYCHYLNY                                         mało mleka daje
                                                                   (niewiele z tego
wynika)

LAIK                    ja, bo nic z tego              coś do szamania?
kiepski
                             nie kapuję

Jak widać:



Jak widac , geniusz twoj przekroczyl granice ludzkiego geniuszu
i jako taki rozwietlił kometą naszą nową miedzygalaktyczną archidiecezję.

   Wolnosc Rowność Braterstwo


wilczysko - 15 Sty 2002, 09:42





 Oczywiście, sens kontekstowy nieco zawęża krąg

możliwych interpretacji co pięknie widać w fragmencie wiersza  wilczyska "Wilk morski":
Wszystkie wersy osadzone są w kontekście marynistycznym, i tak:
"aksamitne szkatułki" - można domyśleć się, że na zewnątrz wysadzane muszelkami, skoro położone są obok
"bursztynowych inkluzji". W kontekście całego wiersza ("horyzont", "czoło fali") owe "koty
uwalniające się z butelek" są zapewne niczym innym, jak kotwiczkami małych okręcików zamkniętych
w butelkach wiszących pod sufitem.
(Przepraszam Autora :) za posłużenie się Jego wierszem w celu zobrazowania sensu kontekstowego
ale był dla mnie doskonałym przykładem)



Drogi Marco, nie gniewam się wcale za posłużenie się w celu
zobrazowania : ) Powiedz, na czym polega na naszej grupie
fenomen czytelniczy? Czemu czytamy wiersze, których nie
rozumiemy (i niekiedy się nam podobają)?. Możemy oczywiście
stwierdzić raz na jakiś czas: sitwa. Możemy mówić o dziwnej
odmianie snobizmu polegającej na grupowaniu się tam, gdzie
nikt niczego nie rozumie (czy to rzeczywiście jakaś
nobilitacja?).

Czuję nachalna potrzebę usprawiedliwienia. Czy to znaczy, ze
jestem winny? Nie lubię sztuki nowoczesnej; oglądając stado
stożków wysmarowanych towotem, miniaturowego Buddę z gumy do
rzucia, wchodząc w trzewia śmierdzącej tranem konstrukcji
udającej Białego Wieloryba, czuję się podle oszukany.
Niekiedy działa przeczucie: mogę powiedzieć, że rozumiem
koncept, chwytam formę, ale nadal nie potrafię się
przekonać. Genialne wypisywanie ciągów liczb po kres może
być pomysłem, ale czy jest jeszcze sztuką? Smarowanie
szklanych tafli wydzielinami i wydalinami mogą niektórzy
uznać za formę ekshibicjonizmu (jejku), ale skoro mówi się
na to performance (bardzo oszczędnie używając słowa
'sztuka'), czyż nie jest to unikanie nazywania rzeczy ich
właściwymi nazwami (tatusiu, ten pan robi kupę na szybę)?

Wołasz, marco, że król jest nagi. Pewno. Ale zobacz jak
dobrze zbudowany ; ) Sęk w tym, że nie mam wielkich
pretensji do czytelniczego odbioru. Tak, czasem zależy mi na
tym, by czytelnik porzucił na chwilę swoje okulary i wgryzł
się bezczelnie w materię wiersza (znaczy: tego co pisuję),
ale nie zmuszam. Granice dobrego smaku w poezji były
wielokrotnie przekraczane, pośmiertne medale za odwagę
dzwonią na cherlawych piersiach. Nie chcę medali, nie
przekraczam formy. Nie chcę rewolucji. Chcę trochę
poudzielać sie towarzysko : )

Robię w słowach. Nie jestem mistrzem, tylko rzemieślnikiem.
Leniwym, czasem na kacu, czasem humorzastym. Fajnie, ze
jestem : )

w.


wojtekf - 15 Sty 2002, 09:52


Widzisz Wilczysku zmartwilem sie na poczatku
twego postu , bowiem zaczałeś bardzo suicydalnie;) :

Czuję nachalna potrzebę usprawiedliwienia. Czy to znaczy, ze
jestem winny? Nie lubię sztuki nowoczesnej...



Lecz po dosc długim , babskim , ale wcale przez to nie
nudnym ględzeniu , wyskoczyleś z dołka na mentalną prostą.

Nie chcę medali. Nie chcę rewolucji.  Nie jestem mistrzem
Fajnie, ze  jestem : )
w.



No i dobrze.

W.


Anna pa,pa - 15 Sty 2002, 10:00

wilczysko
--------------

Robię w słowach. Nie jestem mistrzem, tylko rzemieślnikiem.
Leniwym, czasem na kacu, czasem humorzastym.
Fajnie, ze jestem : )



O!! ja się też lubię. ;-)

A.


wojtekf - 15 Sty 2002, 10:31


Powiedz, na czym polega na naszej grupie fenomen czytelniczy?
Czemu czytamy wiersze, których nie  rozumiemy
(i niekiedy się nam podobają)?.



Bo dzieki temu Koteria moze ślizgać sie wśród mętnych pojęć,
utrzymać status quo samozachwytu i nurzać sie w nim
jak Hannawald w śniegu.

Na jakim konkretnym pieknym wierszu ktos tak lejący wodę jak np.
Grazyna Lesniak moglby dac upust swemu oszołomstwu.
A "Strachu" jest do tego idealny - bo jest na tyle
slaby ze moze byc wszystkim .

Czy AR moglby miec lepsza pozywke
niz taki wspanialy wiersz Tomaszka :

PODCZERWIEŃ
Gdy najniższy punkt tarczy dosięgnął linii drzew
Odeszły imiona więc Bezimienną miałem
W namiocie Roku Pańskiego i Bezimienny
Nazwał mnie Kutasem a inny podarował
Monetę z profilem Kutasa na awersie



Wiec tytulowy strach , ze wcale nie jest się poeta,
lecz śmiesznym beztalenciem piszacym takie gnioty
jak powyzszy i ze wcale nie jest sie krytykiem
na miare noblowskiego jury badz chociazby Brulionika,
a jedynie szarym poprawiaczem wypracowanek,
kaze tym dwu grupom gloryfikowac swe plody - poza skale
rozsadku , wymiar rzeczywistosci ,
szafowac nazwiskami filozofow (jak ladnie parodiuje to Marco)
i rozdawac wokół jęki ekstazy.
Jesli jest zamowienie na klamstwo , jesli jest na nie popyt ,
to znajdzie sie tez i podaż, szczegolnie gdy
wszystkich wspiera "strach" przed demaskacja - autodemaskacja,
bo dla nikogo , kto zagląda tu z zewnatrz sporadycznie
nie ma watpliwości , że panuje tu klika nieutalentowanego
ale bardzo zlosliwego towarzystwa wzajemnej adoracji.
I dlatego nie pojawiają się tu nowi zdolni ludzie -
nie maja ochoty i nie widza dla siebie miejsca.


ogion - 15 Sty 2002, 12:03

"Marta Jermaczek" ...

STRACH



Odłożyłem Twój wiersz na później, myśląc, skoro Marta - "Strach",
to będzie niezwykle. Jest. Siła dziecięcych obrazów, wybitne, do
spodu, zadumanie,
które ostatnio w Twoich dostrzegam. Wykraczasz poza granicę
jednostkowego,
mówisz wprost, słowami, o niewyrażalnym.
Czekam niecierpliwie co będzie w Twoich dalej, ciesząc się, że czytam.

I jedna sprawa z odczytaniem. Dla mnie "z otworami zamiast uszu,
nosów" natychmiast przypomina karę za ciężkie przestępstwa, znak,
rodem ze starożytnego Egiptu (i pewnie nie tylko), a więc znamię
ukaranych (i tu plemię kainowe), i od razu Miasto Umarłych, gdzie
żyli.
A Ulica. Przecież _wszyscy_ czekamy na Odpowiedź.

Ogion


Marta Jermaczek - 18 Sty 2002, 13:01


Użytkownik "Marta Jermaczek"
| STRACH

| Ale przecież dobrze kojarzysz.
| Pozostawiam
| dowolność, boję się przeciążać.

Wiersz nie musi, bo nie jest.
Nie kojarzę dobrze - bo nie odkryłem.
A dowolność miła i cudowa
- ale jak nie ma pod ręką autora.



Odkryłeś. A autor pod ręką - tutaj, zło konieczne :)
Pozdrawiam
Marta.


Marta Jermaczek - 18 Sty 2002, 13:01


| STRACH

*****************

STRACH dziecinny i spojrzenie dziecka, to
jeden z najwdzieczniejszych wątkow w poezji.
(...)
"... w nasze otwory" jest wada wiersza, ktora warto
naprawic. Straszace, nieprzyjemne, odpychajace
"Otwory" maja dorosli, a dzieci, dla dzieci,
maja po prostu usta, nosy, uszy...  Czyli
"... w nasze otwory"  jest sztuczne w wierszu, razi.
Niszczy logikę.



Twoją logikę. Bronię: pani była dorosła.

Ladna dwuczesciowa kompozycja. Ze zmiana jezyka
w drugiej zwrotce/czesci. Ladny obraz "Pani".
"Polamane" kojarzy sie z "zalamywaniem rak",
co zmiekcza drastycznosc zwrotu. Od strony obrazu
jest swietny.

Zakonczenie, jak to w wielu wierszach, jest
slabe -- wyswiechtane, bo nie uzasadnione
utworem, dane jest jakby inercyjnie, z obowiazku.
Klopot zaczyna sie od nieciekawego "zastygle
w pol lotu".  O ile jest tak na poziomie podstawowym
-- dzieci zastygly -- to jest zle na poziomie
doslownym, symbolu, bo wrobelki w locie nie
zastygaja, a juz na pewno nie stadko.  



A wiatr, jak wiadomo, nigdy nie goni liści na chodniku, a rozhuśtane
drzewa nie czeszą chmur na niebie. Niemożliwe też jest, żeby stary
wulkan wzdychał.

-Przede wszystkim- pisanie o bycie po przedstawieniu
pojedynczego epizodu bez wiekszych konsekwencji
dlugoterminowych itp., jest nieuzasadnione, psuje
charakter wiersza, rozbija go, odbierajac mu urok.
Jest NIE NA TEMAT.



Nie piszę o bycie, tylko o bytach.

Przesadne doszukiwanie sie i wstawianie wielu den jest
czestym, snobistycznym i dennym blefem na php, ktore
to doszukiwanie i wstawianie i blefowanie im
dluzsze, tym bardziej oddala od poezji, az sladu nie zostaje.
Szkoda tego utworu na takie glupstwa.  Ani nie ma co
wstawiac w niego science fiction, ani "glebokich filozofii",
bo ten uroczy i obrazowy utwor nie wytrzyma takiego
obciazenia.



Zaraz, zaraz. Mam nadzieję, że utwór wytrzyma wszystko, co z
przekonaniem wstawi w niego indywidualny czytelnik, który potrafi utwór
przeczytać i choć trochę się nad nim zastanowić. Doszukiwanie to
czytanie.
Na razie jakoś stoi.
Pozdrawiam i dzięki za komentarz.
Marta.


Marta Jermaczek - 18 Sty 2002, 13:01


| STRACH

Marto, dołączam się do achów.
Bardzo mi się.



Dzięki!

Zwłaszcza najeżenie tego wiersza dziurami.



Hm. Pozdrawiam.
M.


Marta Jermaczek - 18 Sty 2002, 13:01



| STRACH
[...]

Nie potrzebujesz, Marto moich laurek i zachwytów. To jeden z
najlepszych wierszy. Najlepszych jakie czytałem.



Nie wiem, co powiedzieć. Dzięki :)
M.

PS. Z radości i dumy zacznę się nadymać i nadymać. Z dnia na dzień będę
coraz większa i coraz bardziej przezroczysta, aż w końcu pęknę jak
różowy balonik.


Marta Jermaczek - 18 Sty 2002, 13:01


Marta
------------
[..]
| stadko wróbli zastygłe w pół lotu
| nad tabliczką mnożenia bytów.

hm. cóż dodać, by uświetnić bardziej..
niektóre wiersze są jak popłuczyny po trynidadzkim kakao,
inne jak skorupki jajek rozdrobnione pod prześcieradłem
(na moment przed położeniem); a Twoje
a Twoje niczym - honoraria, Popielec albo obrót ciał najbardziej
niebieskich.

znaczy lubię.



Znaczy cieszę się. Najbardziej - soczystym określeniem.
M.

PS. Prawda, najbardziej niebieskie.


Marta Jermaczek - 18 Sty 2002, 13:01


Marta Jermaczek:
| Pani mówiła, że przyjdą
| na ulicę Najdłuższych Kolejek -

   Nie wiedzieć czemu ulica Najdłuższych Kolejek kojarzy
mi się z ulicą, na której stoją dwie kolejki: do nieba i do piekła.



Nie wiedzieć czemu nie czuję się uprawniona do potwierdzania ani
zaprzeczania, bo mam wrażenie, że prawie każda z interpretacji tej
ulicy, która tutaj padła, jest właściwa. Twoja oczywiście też. Bo
pytanie, "za czym ta kolejka stoi" - indywidualne.

| z otworami zamiast uszu, nosów,
| będą patrzeć w nasze otwory,
| będą dziwić się naszym palcom,
| naszym zębom, paznokciom, włosom...

   Irracjonalny strach ma dwa oblicza. Jedno z nich to
dziecięce. Śmiejemy się z tego później, ale w dorosłych
snach strach znowu bywa irracjonalny. To drugie oblicze.



Właśnie. W snach. A przecież też w rozmyślaniach o rzeczach
przerażających, które zdarzyły się lub mogą się zdarzyć.

Dzięki za zajrzenie i komentarz (jednak)
M.


Marta Jermaczek - 18 Sty 2002, 13:01


"Marta Jermaczek" ...

| STRACH

Odłożyłem Twój wiersz na później, myśląc, skoro Marta - "Strach",
to będzie niezwykle. Jest. Siła dziecięcych obrazów, wybitne, do
spodu, zadumanie,
które ostatnio w Twoich dostrzegam. Wykraczasz poza granicę
jednostkowego,
mówisz wprost, słowami, o niewyrażalnym.
Czekam niecierpliwie co będzie w Twoich dalej, ciesząc się, że czytam.

I jedna sprawa z odczytaniem. Dla mnie "z otworami zamiast uszu,
nosów" natychmiast przypomina karę za ciężkie przestępstwa, znak,
rodem ze starożytnego Egiptu (i pewnie nie tylko), a więc znamię
ukaranych (i tu plemię kainowe), i od razu Miasto Umarłych, gdzie
żyli.



Krainę potworów, wyrzutków, nietolerowanych, obcych.
Dzięki, pozdrawiam,
M.


Marta Jermaczek - 18 Sty 2002, 13:01


Użytkownik "Marta Jermaczek" :
| STRACH

| Pani mówiła, że przyjdą
| na ulicę Najdłuższych Kolejek -
| z otworami zamiast uszu, nosów,
| będą patrzeć w nasze otwory,
| [...]
-----------------------
problematyczna jest 'ulica Najdłuższych kolejek'
a_ry wola ja okrążać,
Włodek znajduje ciekawe rozwiązanie - kolejki elektryczne (w przedszkolu),
moje skojarzenia, uparcie pozostają przy stanie wojennym i wychodza na
ulicę, tą prawdziwą, prowokują 'okutanych' zomowców, w hełmach i maskach,
legitymujących, 'naćpanych', z bronia palną w opuszczonej ręce,
dalej - problemem staje sie wrona, połamana, pani-strach_na_ludzi,
(i dziwi mnie obecność dzieci) wiersz staje sie nieprzejrzysty,
cos z tą ulicą jest nie w porządku, jak ta drzazga w ławce, lepiej nie
siadać,
owszem - po odczytaniu komentarzy wiersz zaczyna się podobać, nawet bardzo,
ale co z tą ulicą ? (ciągle wyprowadza na manowce ;-)

r



Rumczajsie,
ja już chyba wiem, co jest z tą ulicą, z tym wierszem, z tym strachem.
Bo on u każdego inny, a jak się okazuje, to samo ma oblicze. Nie będę
wyjaśniać wiersza, nie wolno i już, i tak za dużo powiedziałam w
odpowiedziach na komentarze. Tyle jest strasznych rzeczy, którymi można
przerazić nie tylko dzieci, tylu rzeczy się boimy, tyle wspomnień wraca
i straszy na nowo. Wszystkie interpretacje tej ulicy, każdy jej obraz,
każda wizja postaci z otworami jak z koszmarnego snu - dla mnie
zadziwiająco trafne. Również Twoja, stan wojenny, który ledwie pamiętam.
Ktoś powie, że nie mogłam pisząc wiersz myśleć o tych wszystkich
wydarzeniach. Jasne, że nie mogłam, moich strachów jest tam trzy-cztery,
ale wszystkie inne też wydają się tam pasować. To chyba dobrze. Takie
mam odczucia po przeczytaniu kolejnych interpretacji.

Pozdrawiam, dzięki za przeczytanie (i wariację)
M.


H. - 19 Sty 2002, 14:29

Nie jestem pewna, czy dobrze zrozumiałam. Odbierasz "patrzenie" jako
postrzeganie, dostrzeganie, a więc - tworzenie? Może być i tak.



Dopiero wtedy gdy są oglądani odczuwają swoje istnienie (jestestwo).
Można powiedzieć jego ważność, a zarazem kruchość. To takie skojarzenie
z czymś co kiedyś czytałam.

 pa.
H. :-)



Strona 1 z 21, 2



Podobne tematy

Protest - czy moze być tu?
4 tys. 620 zł
do samodzielnej nauki [help]
Rozmowa ze Stillerem
Lemowi odbilo
SA
Miedzy Wprostem a...
@ byłam w górach
O rządzie
for those who pray ... sometimes or even better - never
Ciekawostka
dyskusja z zerem -- wlod, 2001-01-25
Podwojna negacja
całkiem przypadkiem /niutoN/
Jakby nie było
Zbiór wątków z for dyskusyjnych • Start
Linki,